Czego pragną faceci

Dopadło mnie….choróbsko znaczy się. Siedzę więc potulnie na zwolnieniu, bo moja pani doktor uznała, iż nie powinnam przeziębić nieszczęsnych zatok. Wykupiłam lekarstwa, w tym antybiotyk, zapłaciłam ponad 90 zł ! I pomyśleć, że niektórzy wydają tyle na leki codziennie….porażka. Ale ja nie o tym dzisiaj chciałam.

Albowiem wdałyśmy się z E. w interesując rozmowę. Tak a propos siedzenia w domu w stroju rozciągniętym, wieczorowym . Albowiem moja E. należy do kobitek bardzo o siebie dbających. Z domu bez makijażu nie wyjdzie. Zawsze się odpicuje i wygląda szałowo.  Ale gdy siedzi w domu to wiadomo- nie zawsze się ma chęci. I wiadomo- w domu się chodzi ubranym przede wszystkim wygodnie i praktycznie. No i kiedyś usłyszała od męża swego, że on ją woli w tej właśnie domowej wersji. Czyli saute. Czyli bez makijażu, w kucyku i dresie.

No i teraz pytam- czego pragną faceci? Czy mieć super odpicowaną kobitę u boku? Z mejkapem i fryzurą czy też bez mejkapową dresiarę? Bo dodam, że on zazwyczaj jej rzadko prawi komplementy, więc naprawdę musiało go to domowe wydanie ruszyć :P

To wstyd mieć więcej niż dwoje dzieci?

Młoda dziewczyna w dość widocznej ciąży pcha przed sobą wózek z dwójką maluchów, obok idzie ojciec, za rękę prowadzi najstarszego chłopca. Znajomi, z nią chodziłam do podstawówki. Zaraz po maturze wzięli ślub, szybko urodziło się pierwsze dziecko, potem reszta dzieciaków. Spotykamy się na mieście, siadamy na ławce, on spaceruje z dziećmi, my gadamy. Pytam jak się czuje i jak sobie radzi.

- Wiesz, jest ciężko, ale jakoś sobie radzimy. Jesteśmy razem, więc razem dzielimy opiekę nad dzieciakami, starszy pomaga, zajmuje się dziewczynkami. Ale co ja się nasłucham od ludzi…..

Zdziwiona pytam, o co chodzi.

- Bo wiesz, przy pierwszej ciąży to jeszcze było ok, ale jak Kuba miała niecały rok a ja po raz drugi zaszłam w ciążę, to było tak, że np jechałam z nim w wózku a ciążę było już widać. Wiesz, ile było komentarzy, że to niemoralne, nienormalne, że Kuba jest malutki a ja już w kolejnej ciąży? Nie wspominając o tym, jak jest teraz. Dziewczynki w wózku, Kuba za rękę a ja w kolejnej ciąży. A przecież nie jesteśmy rodziną patologiczną, dzieci są zadbane, wyczekane……A najgorsze są starsze panie, które prawie za plecami mi spluwały z pogardą.

Zatkało mnie. To jak to, tak kochamy dzieciaki a kobiecie w ciąży nie umiemy okazać normalnych ludzkich odruchów? Czy w dzisiejszych czasach nadal musimy słuchać komentarzy, że byli niemoralni i wyuzdani bo się szybko postarali o kolejne dziec? Skoro są dorośli, to ludzie drodzy, nie nasza to sprawa, że chcą mieć tyle a tyle maluchów. Każde dziecko to indywidualna sprawa rodziców, to świadomie podjęta decyzja i nie nam osądzać, ile takich decyzji zostało podjętych a ile nie. Skoro oni się zdecydowali, to moim zdaniem należy podziwiać ich za to, bo, bądźmy szczerzy, nasze państwo niespecjalnie gwarantuje jakąkolwiek politykę prorodzinną.W telewizji ciągle się mówi o niżu demograficznym, politycy zachęcają kobiety do tego, żeby miały jak najwięcej dzieci, ale ludzka mentalność jak zawsze nie idzie z tym w parze. Jakby na przekór.
Niby dzieci są traktowane jak skarb….no właśnie niby, bo dla niektórych posiadanie ich w większej ilości jest powodem do wyśmiania i niewybrednych komentarzy.

Zaryzykuję stwierdzeniem, że niektórzy ludzie są w dalszym ciągu ograniczeni w swoim własnym umyśle…..

Miłość, która leczy

Kochani, po wpisie o przeżywaniu żałoby pojawiło się mnóstwo komentarzy, które wzruszyły mnie i to bardzo. Każdy komentarz był oddzielną historią, częścią czyjegoś życia, przeżyć, związanych ze stratą kogoś bliskiego.

Ale dostałam również maila od pani Basi. Maila, który sprawił, że wzruszyłam się i rozkleiłam, bo ta historia uczy, jak wiele miłość może zdziałać…Za zgodą autorki dzielę się nią z wami.

Ineczko, straciłam męża 4 lata temu, po 34-ech latach wspólnego życia. W czerń przyodziałam się tylko na pogrzeb, natomiast żałobę – tę prawdziwą, w sercu, nosiłam długo, razem z traumą, jaką było wielomiesięczne patrzenie na cierpienie bliskiej osoby i opieka nad nią.
Wyleczył mnie z tego dopiero człowiek, którego poznałam przez internet, obecnie – mój drugi mąż. Zbudowaliśmy wspólnie dom, mamy w nim psa i trzy ukochane koty. Drugie życie po prostu.
A ludzie?? Ludzie lubią wchodzić z butami w czyjeś życie, bo tak często nie mają własnego…to z frustracji, ze stłumionych potrzeb i pragnień, z poczucia małej wartości osądzają innych. Osoba szczęśliwa i spełniona nie potrzebuje i nie ma czasu na zajmowanie się – krytycznie i osądzająco – innymi.
Kochamy się wzajemnie z mężem, kochamy nasze koty i psa, kochamy miejsce – piękne i urokliwe, w którym przyszło nam żyć. Za oknem kwitną tulipany, swoje gałęzie oblepione ciemnoróżowymi kwiatami wyciąga do nas rajska jabłoń, niedługo zakwitną piwonie, po nich moje historyczne i angielskie róże – moja pasja, potem ostróżki, astry…
Dowiedziałam się w ostatnich latach, że można umrzeć razem z kimś, kogo się kochało, a potem zmartwychwstać, gdy do drzwi zapuka nowa miłość. 
Ineczko, ale co ludzie mogą o tym wiedzieć?.. Oni znają tylko pozory – pozory życia, pozory żałoby…Biedni!

Pozdrawiam

Tego nie trzeba nawet komentować…..

A co na to Twoja żona?

Taka sytuacja z wczoraj:

Pojechaliśmy sobie z Moim Lubym na spontaniczny pobyt w niedalekim spa ( w końcu!!!), wiedząc, że w najbliższym czasie będziemy mieć dla siebie mało czasu. Wieczorem poleźliśmy sobie do restauracji na kolację, siedzimy, wchodzi parka- ona w czarno- białej panterce, on w garniaku, jacyś mało komunikatywni, kelnerowi od razu burknęli, że oni tylko się napiją, no ale co tu można spożyć i o jakim smaku te napoje.

My zjedliśmy swoje, humory dopisywały, poszliśmy jeszcze na spacerek, wracamy a akurat tamta dwójka stała pod hotelem i palili.

Ona: a co na to Twoja żona? Że jesteś tu ze mną?

On: Nic, przecież myśli, że jestem w Krakowie na konferencji…..

Życiowe, cholera jasna…………….biedna ta jego żona

O szanowaniu siebie

Mam koleżankę, jest mężatką,ma 3-letniego synka. Ostatnio coś się u niej posypało w małżeństwie i znalazła sobie faceta „na boku”. Bo zapracowany mąż, nie ma go w domu a ona z dzieckiem, nie pracuje bo dziecko  i takie tam dyrdymały. Ten ich pseudo związek trwał jakiś czas, spotykali się, gdy mąż wyjeżdżał do pracy albo u tego kolesia. Było sielsko, on nawet chciał bardzo poznać Młodego i snuli nawet plany na wspólną przyszłość.

Aż nagle przestał się odzywać, zamilkł na półtora miesiąca a ona przeżywała i płakała po nim. Że ją zostawił, że z mężem się nie układa, że ją uderzył,  że chce go zostawić, ale nie da sobie rady sama,bo nie pracuje, bo w gruncie rzeczy on jest jej potrzebny dla pewnego komfortu życia…..że go nie kocha, ale już jego pieniądze tak.A jeszcze, że jej daje mało kasy i jest skąpy.

I tu nie wytrzymałam. Powiedziałam jej, że skoro jej tak źle, to niech się na początek spróbuje usamodzielnić. Że jeśli nie daje jej pieniędzy, to niech ona spróbuje chociaż wykazać się odrobiną samodyscypliny i może poszuka jakiejś pracy choćby na pół etatu, że musi się wziąć w garść, bo tamten ma ją daleko a ona sprawia wrażenie jakby była rozpieszczoną dziewczynką, która traktuje własnego męża jako maszynkę do zarabiania pieniędzy a szuka szczęścia na boku. Przyznała rację i chwilę był spokój aż tamten się na nowo odezwał, bajerując ją, że taki był zapracowany i w ogóle żeby się spotkali. Tyle że u niego, tyle że w weekend i wtedy, kiedy jemu pasuje. I pojechała, chociaż jej odradzałam jak mogłam. I co?

Oczywiście po upojnym seksie (zresztą jak ponoć zawsze upojnym) okazało się, że koleś wyszedł do pokoju obok i ponad 40 minut gadał przez telefon. W międzyczasie ona uznała, że coś jest nie tak, ubrała się i gdy on wrócił do pokoju, ona uciekła. Po tygodniu okazało się, że koleś przeleciał tyle dziewczyn w tym czasie gdy się z nią spotykał, że w jednym przypadku skończyło się to rozwodem gdy mąż się dowiedział. Zapomniałam dodać, że gdy się spotkali pierwszy raz, on ją bajerował, że jest  w trakcie rozwodu, bo żona go zdradzała (!!!). I znowu koleżanka moja się załamała, przepłakała swoje, zwyzywała kolesia smsowo, on ją zresztą też i dała sobie spokój. Ja dorzuciłam znowu swoje, że jest głupia i brnie coraz dalej w bagno, z którego może się nie wyplątać, ale gdzież tam…..

Ostatnio koleś do niej znowu wypisuje……nie jestem w stanie już jej przetłumaczyć, że robi błąd, pakując się w chory układ, w którym jest na każde skinienie a koleś rzuca się na wszystko, co tylko się rusza. Że jeśli się sama szanować nie będzie, to nikt za nią tego nie zrobi a swoim zachowaniem całkowicie to potwierdza.

Czasami jest się po prostu bezradnym, cholera…..