Jak się sprzedać na Fejsie

Przeczytałam kiedyś dowcip, w którym chodziło z grubsza o to, że chłopak kocha dziewczynę a poznać to można po czym? Otóż po tym, że lajkuje jej zdjęcia na Facebooku. I tak mnie dzisiaj właśnie natchnęło, coby o tym cudzie społecznościowym słów kilka naskrobać.

 Przeglądam FB codziennie, nie powiem, że nie, ale to, co ludzie wrzucają na swoje tablice, mrozi czasami krew w moich żyłach. Jeden z moich znajomych ostatnio zamieścił archiwalne zdjęcia z jakiegoś rodzinnego pikniku a na tych to zdjęciach jego wówczas kilkuletnia córeczka w częściowym negliżu. Obecnie dziewczyna ma lat kilkanaście i podejrzewam, że nie miała sposobności, żeby podejrzeć ojcowską galerię. Niech się cieszy, że tatuś nie zorientował się, że może jeszcze owe zdjęcia oznaczyć, aby cała społeczność wiedziała, iż to jego latorośl na tych zdjęciach się pojawia.

Nagminnie pojawiają się również zdjęcia noworodków prosto ze szpitala, tuż po porodzie, często z wymęczonymi mamami w tle. Kocham dzieci, ale czy takie zdjęcia nie byłoby lepiej zachować dla siebie? Pomijam już te z cyklu „plaża” z rozebranymi dzieciakami w roli głównej. No ludzie, rodzice, czy macie świadomość, że niewiele trzeba, żeby zdjęcia waszych pociech znalazły się w rękach pedofila albo kogoś równie niebezpiecznego? Wystarczy nacisnąć opcję „pobierz” i zdjęcie samo się ściąga.

Wystarczy, że wchodzisz na Fejsa i już wiesz, kto  z kim, kto ma jaki status związku, kto gdzie był na wakacjach i co na nich robił. Tu wielbłąd, tam palemka….Najciekawiej zaś przedstawiają się listy znajomych. Co poniektórzy mają na swojej liście kilkaset osób, z czego kontakt utrzymują z 2, no góra z 3 osobami a połowy z nich nawet nie zna.

Niektórzy piszą nawet, co pili, gdzie pili i z kim a potem siędziwią, że wszyscy o tym mówią. No jak mają nie mówić, skoro sprzedajemy swoją prywatność na prawo i lewo? Moja znajoma nauczycielka opowiadała ostanio historię o tym, jak miała dyżur na korytarzu w gimnazjum. Długa przerwa a tu 3 dziewcyznki- gimnazjalistki w jakichś dziewnych pozycjach- jedna wygięta, druga z tyłu  ściska ją za biust, trzecia robi zdjęcie. Znajoma podchodzi i pyta o co chodzi a one, że właśnie robią zdjęcie tej jednej no i tak:ta, co ściska „biust”sprawia, że na zdjęciu będzie on wyglądał na większy, zwłaszcza, gdy ta się wygnie w odpowiedni sposób no a ta trzecia pstryka fociaka, tylko tak, żeby nie było widać rąk i palców trzymającej. Paranoja !

Ostatnio na profilu mojej znajomej, co to wyemigrowała do Anglii pojawiają się zdjęcia kulinarnych „cudów”, które własnoręcznie zrobiła. Patrząc na te jej dzieła, zastanawiam się, jak bardzo trzeba być głodnym, żeby je zjeść i jak bardzo zapatrzonym w swoje wątpliwe talenty się jest, gdy się takie coś publikuje.

Muszę przyznać, że też jestem aktywana na Fejsie, bo lubię to i tyle, ale kurczę, miejmy jakiś umiar w tym wszystkim. Czekam tylko na wpisy typu ” idę do kibla” po czym za chwilę „już jestem, zrobiłem to i to”…..i setki lajków do tego a nie daj Boże słit focia……

Niech nam żyją „życzliwi”, czyli jak się nie dać zwariować

Dziś będzie o mojej ulubionej kategorii ludzi, czyli o „życzliwych”.

Taki ktoś zawsze wie o Tobie to, czego Ty sam jeszcze wiedzieć nie możesz tudzież doniesie Ci o sprawach, o których nie masz bladego pojęcia. Ostatnio usłyszałam, że w mojej pracy padło hasło od jednej takiej, co do tego gatunku się zalicza, że musi mi się dobrze powodzić, skoro mam samochód. I że na pewno na filiach lepiej się darzy albo tatuś zakupił pojazd,  okradając przy okazji pół zakładu pracy….

Krew się we mnie zagotowała, albowiem nieprawdą jest, że jest mi tak finansowo błogo a tatuś okrada pracowników, żeby jego córeczce było wygodniej. A na filii owszem, jest dobrze, bo nikt mi nie zawraca głowy plotami, pierdołami typu, kto z kim i dlaczego. Nie trawię plotek, kombinowania i tworzenia sobie ideologii typu „on z nią a ona z nim”,jestem szczera do bólu i wydawało mi się, że jeśli komuś czasami jest w życiu lepiej, to jest to powodem do radości a nie do zawiści. O święta naiwności moja! Rzeczywistość jak widać skrzeczy głosem pseudo koleżanek, które zawsze, ale to zawsze wiedzą lepiej i mają pomysły na Twoje życie i na całą Ciebie. Mało tego, swoimi pomysłami potrafią dzielić się z połową miasteczka aż w końcu forma całkowicie zniekształcona dociera i do Ciebie. W sumie pół biedy jak do Ciebie, bo znasz prawdę, ale sęk w tym, że czsami takie półprawdy docierają do kogoś z rodziny i ten ktoś ma wtedy dylemat- powiedzieć Ci o tym czy też nie?

W podstawówce i szkole średniej moja mama na przykład wracała ze sklepu z informacjami, że jej córka chodzi na plebaniędo księdza i nie wiadomo co tam wyprawia. Rzeczona córka (czyli ja) była zaś członkiem KSM (Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży), więc często gęsto przebywała z innymi osobami swojego pokroju w salce parafialnej…..ale ziarno niepewności zostało zasiane. Wraz z czasem tematy plot się jak widać zmieniają…..

Wniosek prosty- rób , co chcesz i nie przejmuj się, ludzie i tak będągadać i jeśli zrobisz jakąkolwiek głupotę, dowiesz sięo niej na mieście :)

A co tam, wiosnę mamy :)