Szanujmy się

Naszła mnie ostatnio refleksja pod wpływem wyrzutów mojej mamy odnośnie szacunku do starszych. Że ja jej podobno nie szanuję….tylko, żeby dziecko, nawet to dorosłe, szanowało starszych, musi się tego od kogoś nauczyć. No chyba samo tego nie załapie, bo nie zrozumie.

Starsi wymagają od młodych szacunku, ale już z ich strony bywa z tym ciężko. Wielu się wydaje, że dzieci są nierozumne i szanować ich nie trzeba, one muszą słuchać bezwarunkowo, podporządkować się bez szemrania i broń Boże, żeby miały swoje zdanie. Bo to dzieci! A dzieci i ryby głosu nie mają. Bo na dziecko można huknąć, bo nie trzeba przeprosić, bo i tak nie zrozumie.  A potem się starsi dziwią, że dziecko nie umie się przyznać do błędu albo jest bezradne w wielu sytuacjach, nawet tych najprostszych.

Znajoma z pracy ma 3 dzieci. Dwie córki i syna. Najstarsza chodzi do gimnazjum, Kuba skończył 5 klasę, najmłodsza ma 4 lata. Starsza dwójka non stop się ze sobą kłóci i jest o siebie zazdrosna. Rodzice nie mogą ich zostawiać razem, bo źle się to kończy. Albo się biją, albo niszczą, co mają pod ręką. Kilka razy byli u znajomej w pracy, więc widziałam ich w akcji. Ale rodzice reagują krzykiem, wrzaskiem, tekstami do najstarszej córki „Głupia jesteś, masz mu dawać przykład”, „Do niczego się nie nadajesz” zamiast towarzystwo  spokojnie rozdzielić i przegadać do rozumu. Bo dzieci mają być jak automaty, nie mają prawa rozładować negatywnych emocji, które tak naprawdę są przez rodziców podtrzymywane krzykiem i docinkami. Nie pochwalam dokuczania sobie przez dzieci, ale trudno, żeby jedno szanowało drugie, jeśli nawet rodzice tego pod ich adresem nie robią.

Pewnie wiele osób pomyśli, że łatwo się mówi….pewnie i łatwo, ale i wydaje mi się, że nie można wymagać od innych szacunku, jeśli się kogoś tego szacunku nie nauczyło. No po prostu. Dziecko może rodzica kochać i szanować bezwarunkowo i bezkrytycznie dopóki jest maleńkie i nie rozumie. Ale w momencie, gdy widzi, że rodzic nie szanuje jego, na problemy reaguje wrzaskiem albo nie ma czasu na rozmowę, to to dziecko po prostu nie ma się na kim wzorować. I potem nie szanuje już nikogo….więc nie wymagajmy szacunku, jeśli go sami nie potrafimy okazać.

Ps. Na Ineczkowym profilu na FB zamieściłam kilka filmików z muzyką z ostatniego festiwalu u mnie :)

Kultura, głupcze!

Wydawać by się mogło, że tacy jesteśmy grzeczni, kulturalni i w ogóle super mega. A tymczasem z tego, co obserwuję, niektórym brakuje po prostu odrobiny kultury. Idziesz sobie człowieku do sklepu, robisz zakupy, próbujesz wyjść…nie da się. No się nie da, bo tłum włażący do sklepu za nic ma to, że pierwszeństwo mają ci, którzy akurat z niego wychodzą. I tak stoisz z tobołami, jeszcze czasami przytrzymując stopą drzwi….i czekasz- zlituje się ktoś czy tak będziesz stał i stał do zamknięcia sklepu?

Albo taka sytuacja- w sklepie matka wjeżdża wózkiem, barierki metalowe odginają się do środka, więc dziecko między regały dowiezie, gorzej wyjechać, zwłaszcza, gdy nic nie kupiła….kolejka stoi twardo i nikt się nie ruszy, żeby jej z drugiej strony tę barierkę otworzyć. Nie mówiąc o tym, że nikt ze stojących dupska nie ruszy, żeby jej miejsce zrobić. Chciałaś dzieciaka, to se teraz radź!

I to zajmowanie miejsc na parkingach dla niepełnosprawnych….tak byś chciał być na ich miejscu? Bo jeśli chodzi jedynie o miejsce na parkingu, to sorry, jesteś zdrowy, możesz poszukać gdzie indziej, ale nie blokuj go dla tych, którzy tego miejsca potrzebują, bo jest im przez to łatwiej i wygodniej. Nie rozumiem….chyba jestem misiem o bardzo małym rozumku….

Albo: mama moja pracuje na pogotowiu. Nocne zmiany kończy o 7 rano. Wracając, zazwyczaj wstępuje jeszcze do sklepu, potem przecina chodnik, którym do szkół podąża tłum młodzieży. Tłum ! Bo oni idą CAŁYM chodnikiem, nie zważając, co i kto po drodze się napatoczy! Nie istnieje prawa strona chodnika, nie istnieją inni przechodnie- oni napierają, im wolno! A spróbuj wejść w drogę….

A najlepsze było kiedyś w kościele. Młody chłopak siedział sobie w ławce, tuż przed mszą do kościoła wparowała babcia z wnuczkiem. Na oko miał jakieś 5-6 lat. Chłopak, ten siedzący, grzecznie wstał i miejsca ustąpił. Babcia usadziła na tym miejscu…wnuczka….sama przestała cała mszę. I niech mi teraz ktoś powie, gdzie sens i gdzie logika? Wnuczek nie dość, że mógł spokojnie usiąść na kolanach lub wcisnąć się obok babci, to jeszcze odebrał lekcję kultury od własnej babci- wolno ci dziecko wszystko, więc korzystaj. Za jakiś czas być może to on będzie napierał  całą szerokością chodnika na przechodniów albo zajmie miejsce dla osoby niepełnosprawnej…..

Sorry, taki mamy klimat…..

Jajko mądrzejsze od kury?

Wczoraj na zajęcia mama przyprowadziła 5-letnią Olę. Dziewczynka zazwyczaj przychodzi ze swoją starszą siostrą, ale tym razem akurat tamta miała lekcję angielskiego, więc Ola miała zostać sama. Dodam jedynie, że na zajęcia chodzi od września i jest bardzo samodzielną, rezolutną dziewczynką. Ze wszystkimi pracami radzi sobie lepiej niż jej rówieśnice i ma sporo ciekawych pomysłów. Ola usiadła na krześle, po czym wzięła się za robotę, czyli pracę nad dekoracją styropianowego serduszka. Mama stała nad nią jak kat nad grzeszną duszą, dopytując co chwila, czy Ola na pewno zostanie, czy nie będzie płakała, tęskniła, bała się (ciekawe kogo), czy woli cekiny czy farby, czy ja na pewno mam numer telefonu jakby coś się działo. Mówię grzecznie, że mam, bo często dzwoniłam w sprawach przełożenia zajęć czy coś w tym stylu. Mama stała nadal…..a dziecko wpadło w szał pracy :) Więc mama się na paluszkach wycofała, Ola nawet nie podniosła głowy. Po jakimś czasie zagaduję do małej:

- Mama się pewnie martwi o Ciebie, co?

Ola podniosła głowę, westchnęła, po czym rzecze:

-Taaaa, ta moja mama to się tak zawse o mnie boi…..a ja tego strasssnie nie lubię :D

Pierwsza próba zdobycia niezależności czy zniecierpliwienie, wynikające z nadopiekuńczości mamy? Dla mnie to była pouczająca rozmowa- dzieci, nawet te małe, też potrzebują swojego wolnego czasu, czasu, w którym mogą pobyć bez rodziców i robić to, na co mają ochotę :) I doskonale wyczuwają, gdy ich rodzice martwią się za bardzo :)

„A mój tata ma majtki w serduska” – dziecko prawdę Ci powie

Chciałam wczoraj być ambitna…..po lenistwie świątecznym wszelakie koncepcje zajęć plastycznych dla dzieci legły w gruzach, więc od rana intensywnie rozmyślałam, co by tu z nimi robić. Pomysł spłynął jak grom z jasnego nieba, skoro w niedzielę kanonizacja Jana Pawła II, to niech się dzieciaki wykażą i Papieża narysują. Wpakowałam do samochodu wszystkie dostępne w chałupie obrazki z JP II, od razu czując się lepiej, że jedzie ze mną….bezpieczniej jakoś :)

Dzieci przyszły na zajęcia, podbiega do mnie mała Natalka, szczerbata, za to z wielkimi brązowymi oczyskami i mówi mi tak:

- Prosę paniiiiii a mój tata to wcoraj oglądał telewizję w samych majtkach…..w serduska…..

Moja wyobraźnia niestety zadziałała, tatę Natalki znam, bo zazwyczaj odbiera ją po zajęciach. Moja koncepcja zajęć o charakterze wzniosłym i uduchowionym poszła się paść daleko, daleko…….trzeba było zachować resztki powagi, choć ciężko było nie ryknąć śmiechem, ale……jak na złość tata Natalki jak zawsze przyjechał po nią po zajęciach. Muszę mówić, że ciężko się było powstrzymać, żeby nie parsknąć mu śmiechem prosto w twarz? Jak to bardzo trzeba uważać, co się robi przy dziecku i co się przy nim mówi.

Mój 3-letni chrześniak był świadkiem, jak tata klepie mamusię po tyłku, ot tak, dla frajdy tatusia. Któregoś dnia dziecko pojechało do babci a do babci przyszła pani masażystka, bo babcię coś strzyknęło w kręgosłupie. No i babcia na kozetce leży, pani się nachyla nad nią a Młody chlast! Panią masażystkę po tyłeczku :) Nie wiem, jak to się dzieje, ale gdy jestem u przyjaciółki i Młodego i siedzimy przy kawie, gadamy o głupotach, to Młody zawsze wychwyci, gdy którejś z nas wyrwie się słowo, którego słyszeć nie powinien. No i potem powtarza jak małpiszon :) I potem będzie, że matka i jego matka chrzestna dziecko na złe drogi sprowadzają :D

dziecko

Z rodziną najlepiej na zdjęciu a i tak nie zawsze…..

Dzisiaj o tym, jak wielki wpływ na dzieci mają rodzice. U mnie w domu nigdy nie było sielankowo. Tata nie brał nas na kolana, nie przytulał, rzadko mówił, że jest dumny, chyba nigdy , że nas kocha. Zazwyczaj to, co robiłyśmy z siostrą, było dla niego niewystarczające, bo przecież mogłyśmy być lepsze, coś wygrać a nie być np na 2 czy 3 miejscu. W sumie, gdyby nie znajomi, którzy potrafili docenić moje mocne strony, pewnie wyrosłabym na jeszcze bardziej niepewną siebie osobę. Mówi się, że męskim wzorcem dla dziewczynki jest tata. Mój pewnie chciał i chce taki być, tylko…..tylko jakoś nie udaje mu się to, jest dyrektorem firmy, rzadko bywa w domu i generalnie uważa,że i tak mamy lepiej z siostrą niż on w dzieciństwie. Pieniądze, pieniądze…..a my niewdzięczne jeszcze wymagamy nie wiadomo czego i nie potrafimy docenić. Stąd chyba biorą się moje niepewności uczuciowe, to,że zawsze ilekroć coś nie wychodzi, biorę winę na siebie i zadręczam się do nieprzytomności.

Mama zawsze chciała,żebyśmy były tylko w domu, za wszelką cenę próbowała nas pozbawić zainteresowań, znajomych. Miała nieustanne pretensje, że nas nie ma,że ja biegam na próby, wychodzę ze znajomymi. Pewnie też chciała dobrze, ale przez nią kompletnie nie umiem uwierzyć w siebie. Praktycznie wychowywałyśmy się nawzajem z młodszą siostrą. Wiem o niej więcej niż mama, ona o mnie też. Różnica wieku między nami to 6 lat, ona jest młodsza, ja z nią biegałam do lekarza, bo ileż się mamusia onarzekała, że nie ma siły, ja z nią jeżdżę na zawody. Z nikim nie jestem tak związana emocjonalnie jak z nią, jak druga ja tylko w innej skórze. Kłócimy się, ale nikomu nie pozwoliłabym jej skrzywdzić…

Nie zawsze piękny dom i na zewnątrz uśmiechnięta rodzina jest tą idealną i kochającą się, zazwyczaj to przykre pozory. Pewnie gdyby moi rodzice wiedzieli, że psychicznie jestem na dość kiepskim poziomie, że brakuje mi pewności siebie, wiary w to, że robię dobrze, może wszystko wyglądałoby inaczej. Za to potrafię idealnie wczuwać się w sytuację innych ludzi, wysłuchuję i nigdy nie krytykuję tak, jak krytykowano mnie. Zwierzają mi się ludzie, którzy mówią „nie wiem, co masz w sobie, czarownico, ale nikomu wcześniej o tym nie mówiłem”.

Chyba też dlatego piszę, bo muszę uporządkować wszystkie fragmenty i boleści. Brzmi patetycznie? Może, ale jeśli ma to pomóc…..