Po trupach do celu! Zamieszki na pogrzebie

W moim mieście jest taka jedna kobitka. Po 50-tce na pewno, niczym się nie wyróżniająca. Na pierwszy rzut oka przynajmniej. Bo owa pani jest chodzącą bazą danych naszego miasteczka. Wie wszystko- kto i z kim, ile razy, z kim pani K. ma dziecko i co się stało z jej mężem, kto na co choruje i jakie miał operacje. Kiedyś dopadła i mnie. Spotkałyśmy się na poczekalni u okulisty i zagadała do mnie:

- A co Ty teraz w życiu robisz w ogóle?

-Pracuję- odpowiadam, zastanawiając się, co jej jeszcze rzec, żeby się odczepiła.

Niepotrzebnie się zastanawiałam, bo tak naprawdę nie potrzebowała więcej informacji

- A bo ja to kiedyś myślałam, że ty do zakonu pójdziesz, pamiętam jak śpiewałaś pod ołtarzem, taka pobożna byłaś….

No tak…to mi pojechała, uśmiechnęłam się serdecznie w duchu. Fakt, kiedyś byłam pobożna i fakt, śpiewałam, bo należałam do KSM-u. Ona codziennie latała i nadal lata do kościoła, więc się widywałyśmy.

Ale ostatnio przegięła. Spotkałyśmy się na jakimś pogrzebie. W sumie to trudno akurat się spotkać na pogrzebie :) w każdym razie obie na nim byłyśmy. W kościele była spokojna, zaczęła odstawiać szopkę w drodze na cmentarz. Tym bardziej, że dopadła jakąś psiapsiółę, wzięły się pod ręce i dalej w drodze na cmentarz opowiadać sobie to i owo. Dyskutowały prawie na głos, ignorując syki i chrząknięcia osób obok. Ignorując powagę sytuacji i szacunek dla zmarłego.

Były tak zagadane, że nie zauważyły jak karawan z trumną zatrzymał się pod cmentarną bramą. Oooo obie pańcie dopiero wtedy pokazały, na co je stać. Ruszyły z kopyta przed trumną, zatrzymując się dopiero na cmentarzu. Nie wiedziały bowiem, w którą stronę się kierować. Szybko to jednak nadrobiły, wierzcie mi, pędziły w tempie zastraszającym między nagrobkami, żeby stanąć w odpowiednim miejscu. Straszne to było, powiem wam…głupio zwracać uwagę starszym, więc jedynie popatrzyłam na nie i uznałam, że to nie miejsce na awantury, ale jestem zniesmaczona po dziś dzień.

Żądza sensacji i zobaczenia „będzie płakać czy nie będzie” zrobiła ze zwykłych plotkujących niewiast żądne sensacji hieny. Gdzie się podziało wyczucie chwili, sytuacji, delikatność i zwykła ludzka wrażliwość?

Niech nam żyją „życzliwi”, czyli jak się nie dać zwariować

Dziś będzie o mojej ulubionej kategorii ludzi, czyli o „życzliwych”.

Taki ktoś zawsze wie o Tobie to, czego Ty sam jeszcze wiedzieć nie możesz tudzież doniesie Ci o sprawach, o których nie masz bladego pojęcia. Ostatnio usłyszałam, że w mojej pracy padło hasło od jednej takiej, co do tego gatunku się zalicza, że musi mi się dobrze powodzić, skoro mam samochód. I że na pewno na filiach lepiej się darzy albo tatuś zakupił pojazd,  okradając przy okazji pół zakładu pracy….

Krew się we mnie zagotowała, albowiem nieprawdą jest, że jest mi tak finansowo błogo a tatuś okrada pracowników, żeby jego córeczce było wygodniej. A na filii owszem, jest dobrze, bo nikt mi nie zawraca głowy plotami, pierdołami typu, kto z kim i dlaczego. Nie trawię plotek, kombinowania i tworzenia sobie ideologii typu „on z nią a ona z nim”,jestem szczera do bólu i wydawało mi się, że jeśli komuś czasami jest w życiu lepiej, to jest to powodem do radości a nie do zawiści. O święta naiwności moja! Rzeczywistość jak widać skrzeczy głosem pseudo koleżanek, które zawsze, ale to zawsze wiedzą lepiej i mają pomysły na Twoje życie i na całą Ciebie. Mało tego, swoimi pomysłami potrafią dzielić się z połową miasteczka aż w końcu forma całkowicie zniekształcona dociera i do Ciebie. W sumie pół biedy jak do Ciebie, bo znasz prawdę, ale sęk w tym, że czsami takie półprawdy docierają do kogoś z rodziny i ten ktoś ma wtedy dylemat- powiedzieć Ci o tym czy też nie?

W podstawówce i szkole średniej moja mama na przykład wracała ze sklepu z informacjami, że jej córka chodzi na plebaniędo księdza i nie wiadomo co tam wyprawia. Rzeczona córka (czyli ja) była zaś członkiem KSM (Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży), więc często gęsto przebywała z innymi osobami swojego pokroju w salce parafialnej…..ale ziarno niepewności zostało zasiane. Wraz z czasem tematy plot się jak widać zmieniają…..

Wniosek prosty- rób , co chcesz i nie przejmuj się, ludzie i tak będągadać i jeśli zrobisz jakąkolwiek głupotę, dowiesz sięo niej na mieście :)

A co tam, wiosnę mamy :)