Dziewczyna bez ojca zrobi dla faceta wszystko (?)

Usłyszałam ten tekst od kolegi,przemyślawszy temat, przywołując znane sobie historie, dzielę się z wami moimi przemyśleniami.

Ewa zakochała się w księdzu.  Facet, bo ksiądz głupio brzmi, był przystojny, fakt, zaimponował dziewczynie swoim zainteresowaniem jej osobą. To przede wszystkim. Ona, wychowywana jedynie przez matkę, bo ojciec pracował za granicą, urzeczona była tym jego zainteresowaniem, pytaniami o to, jak się czuje i co u niej słychać. Imponowało jej, że taki mężczyzna może się nią martwić, być ciekawym jej życia, zainteresowań. Znajomość rozwijała się, ona zakochiwała się coraz bardziej, jemu ona też nie była obojętna, ale był ostrożny. Ona swoje uczucia przelała na niego, on był dla niej autorytetem, opiekunem, ojcem, facetem.

Aż w końcu przyszedł czas, że jego przenieśli w inne miejsce. Ona została osamotniona, bo dla niego poświęciła przyjaciół i czas wolny. Dla nich ta znajomość była dziwna i trudna do zaakceptowania.

Justyna nie była w domu akceptowana przez ojca. Ten miał jedynie wymagania, miała być we wszystkim najlepsza a była przeciętna. Ciągle więc jej powtarzał, jaka jest beznadziejna i nic niewarta. Więc zaczęła żyć z tymi myślami. Zainteresowanie starszego faceta przyjęła najpierw z niedowierzaniem, potem rzuciła się w tę miłość jak ćma do światła. On stał się dla niej sensem życia, wyrocznią. Nie zauważyła, że po jakimś czasie on mu zobojętniała, że przestał się nią interesować a zaczął wykorzystywać. Ona go wielbiła, błagała, żeby jej nie zostawiał, żeby z nią zawsze był. Gdy znalazł sobie inną, ona wmawiała sobie, że to na pewno jej wina..nikt nie potrafił jej przegadać, że facet był po prostu byle jaki i od początku wiadomo było, że nic z tego nie będzie. Ona wydzwaniała, sms-owała, przepraszała, on nie reagował…ona błagała o szansę….

Ile takich dziewczyn jeszcze chodzi po świecie?

Zastaw się a postaw się- wesele !

Sezon weselny w pełni. U mnie na wsi również. ze trzy miesiące temu przyszła do mnie do biura parka. Z zapytaniem, czy na sierpień są terminy na wolną salę, bo oni się pobierają. oho….widocznie się im śpieszyło, patrząc na niewielki brzuszek przyszłej panny młodej. Termin się znalazł, odetchnęli. Jakiś czas później wpadła znajoma, która ową parę zna, zresztą na wsi każdy zna każdego. No i zagadała o nich, mówię, że owszem, wynajmują, że ślub i w ogóle. Weselicho ma być ogromniaste, więc kasy mnóstwo pójdzie.  Znajoma na to:

- Babo, toż oni jak się dowiedzieli o ślubie a najpierw o ciąży, to ojciec kredyty wziął na wesele! Wszystko musi być! Tydzień gotowania, strojenie sali nocami, przygotowania pełną parą, żeby się pokazac !

Okazuje się, moi drodzy, że żyłam do tej pory w beztrosce, że aż mi wstyd. Bo w tej rodzinie i z tego, co się dowiedziałam- w wielu tu na wsi- wesele służy temu, żeby się od najlepszej strony pokazac światu. Nieważne, czy jest w domu kasa, jeśli nie ma, to się pożycza i już. Tym bardziej, gdy z owego domu pochodzi panna młoda, tym bardziej, gdy zachodzi w nieplanowaną ciążę. To tak działa- jeśli już córka zhańbiła rodzinę, to niech cały świat a na pewno wieś wie, że oni się wcale tego nie wstydzą, mało tego- że się z tym obnoszą. Że stac ich na weselicho z luksusami- balonami, dekoracjami, gołąbkami wypuszczanymi pod kościołem, limuzyną, żarciem po sam sufit. Nieważne, że trzeba będzie się zapożyczac- tu chodzi w końcu o dobre imię rodziny i córki!

Pamiętam, byłam kiedyś na takim weselichu u koleżanki ze studiów. Też było wyprawiane piorunem ( z wiadomych względów ) w Domu Strażaka. No i tak- prawie 200 osób, bo obowiązkowo zapraszano wszystkich, nawet nieznajomych krewnych, sala mała, bez klimatyzacji, jak usiadłam, to bałam się, że się z powrotem już nie wcisnę, taki był tłok. Walka o miejsce siedzące jak w mordę strzelił! Podłoga do tańczenia na zewnątrz, więc nie daj Boże jak się chciało zahulac, to z dusznej, nagrzanej sali w sam raz przez pole (a jesień to była). Moja mama też była na owym weselu, dwa dni bolało ją gardło tak zmarzła.

Pytam się więc- czy to naprawdę się opłaca? Branie kredytów, zadłużanie się tylko po to, żeby inni widzieli? Na miejscu państwa młodych chyba bym się załamała z powodu takiego poświęcenia rodziców….nie lepiej to skromnie i w granicach budżetu?

Szanuj ojca swego

Nie było mnie cztery dni…..o matko….a raczej ojcze. Ale jestem usprawiedliwiona- w weekend byłam w pracy i mieliśmy roboty po uszy a nawet więcej. Dwudniowa plenerowa impreza, nie było czasu usiąść na tyłku. Ale jestem, melduję, że żyję i nadrabiam zaległości :) Dzisiaj Dzień Ojca. Więc będzie historia, którą żyję ze dwa tygodnie, ale musiałam ją sobie ułożyć w głowie i spróbować zrozumieć. Historia z życia wzięta. O ojcu i synu.

Znajomy jest strażakiem- emerytowanym już co prawda, ale strażakiem OSP. Ma gdzieś po 40, więc jako ochotnik i prezes jednostki udziela się u nas na wsi. Jest dobrym człowiekiem, zawsze pomoże, trzeba drabinę- jest drabina, powiesić kotary od kurtyny- za pół godziny  zwołuje chłopaków z jednostki, zawsze na czas, zawsze z sercem na dłoni. Szczery i oddany ludziom. Ma też 3 synów. Najstarszy- Rafał- podobno był kiedyś zdolnym uczniem, poszedł do dobrej szkoły średniej, uwielbiał pracę w gospodarstwie, mało tego, jeździł nawet na giełdę i sprzedawał produkty. Aż nagle coś mu się odmieniło. Zaczął popijać, chodzi po wsi i sępi kasę, w sklepie alkohol mu dają na zeszyt, mimo próśb ojca i matki, żeby tego nie robili. Ale dają. Ojciec od tego posiwiał, schudł, ale trzyma się dzielnie.

Ale, jak zwykle, dopadła go ludzka „życzliwość”. Po wsi poszła opinia, że alkoholizm syna to wina Ojca. Że Ojciec syna nie upilnował, więc ten się rozpił. Że teraz to On powinien zrezygnować z bycia prezesem OSP, bo nie wypada. Bo syn mu robi złą opinię. Jest głuchy na płacz mamy, na prośby ojca i braci. Ale tego nie widzi nikt. Przypięto mu łatkę Ojca alkoholika. I nie zapowiada się, żeby się ją udało odpiąć….

Wiem, że już pisałam o takich przypadkach nie raz i nie dwa. Ale wiecie co, za każdym razem, gdy mam do czynienia z ludzkimi dramatami i niezrozumieniem krew się we mnie gotuje. Bo nikt nie zwraca uwagi na dobroć i życzliwość Ojca, wystarczyło, że syn się stoczył i wszyscy zapomnieli o Ojcu. A nikt na takie traktowanie nie zasługuje. Bo tak, jak nie wolno oceniać dzieci na podstawie rodziców, tak rodziców się nie ocenia na podstawie dzieci. Po prostu.

Więc drodzy Ojcowie…..co będę Wam pisać….po prostu bądźcie z nami. Bądźcie zdrowi, spełnieni. Zadowoleni z życia i z waszych dzieci. Bądźcie.

PS. Przepisy miały być i będą :) To dla tych, co się niecierpliwią. Obiecuję, że tym razem będzie :) I śmigam na Wasze blogi :)

PS.2. Gdy tyka licznik, wiedz, że coś się dzieje….chyba przegapiłam wyróżniony wpis…..nie wiem, który i nie wiem gdzie…..ale wstyd :P