Wiosenne porządki w szafie, czyli jak się nie sprząta

Korzystając z wolnego dnia uznałam, że nie spędzę go w byle jaki sposób a zrobię w końcu coś pożytecznego :) taka miła odmiana w ramach wczorajszych postanowień….moim celem stała się szafa z ubraniami. Nic tak dobrze nie działa na motywację do opróżnienia szafy z ubraniami jak myśl, że skoro będę miała w niej więcej miejsca, to pojadę sobie na zakupy, bo przecież pustki w szafie być nie powinno.

No….więc decyzja zapadła, ale w tym momencie okazało się, że mam jeszcze tysiące rzeczy do zrobienia. No bo może ktoś coś napisał w komentarzach na blogu, bo na FB nie byłam 3 dni (!) i pewnie ominęło mnie coś ważnego, bo moje wirtualne zwierzęta w wirtualnym zoo (gram w to dziadostwo wciągające) potrzebują opieki. Szafa stała otwarta, koty skorzystały z tego skwapliwie i zaczęły buszować a ja zajęłam się ważniejszymi sprawami.

Sprawdziwszy wszystko zdenerwowałam się, że zmarnowałam tyle czasu, wywaliłam koty z szafy i wtedy mi się przypomniało, że przecież muszę jeszcze wyskoczyć do sklepu. Skoro taka piękna pogoda, to wypada się z domu ruszyć a nie przesiadywać……więc po drodze spotkałam mamę Mojego Lubego, która zagadała mnie tak,że wróciłam po 40 minutach wściekle głodna. Trzeba było więc zrobić coś do jedzenia a skoro już znalazłam się w kuchni, moim futrzakom odezwały się żołądkowe zegary i wparowały do kuchni w poszukiwaniu jedzenia. I tak upłynęło południe……

Szafa stoi jak stała a ja walczę ze sobą, coby się w końcu zabrać za jej sprzątanie……nie bierzcie ze mnie przykładu :D

O motywacji słów kilka

Bywają takie dni, że człowiekowi nic się nie chce. Najgorzej, jak wszystko działa przeciwko Tobie- pogoda, samopoczucie i zero przyjaznej duszy wokoło.

Natenczas należy przywołać swoje wszystkie dobre wspomnienia i przyjemne wyobrażenia, słowem „ruszyć d….”, żeby do końca nie skisnąć we własnym lenistwie. Na mnie najlepiej działają ci, którzy we mnie nie wierzą. I tak: jeśli słyszę : nie dasz rady wyleźć na Giewont bo masz lęk wysokości, to ja właśnie kilka razy do roku wyjeżdżam w góry i włóczę się po tych najwyższych z motywacją, że udało mi się po raz kolejny. Jeśli słyszę, że nie nadaję się do tego a tamtego to choćbym miała na uszach stanąć, właśnie pokażę, że dam radę, a co! Chyba dlatego tak dobrze pracuje mi się na wsi, bo początkowo nikt nie wierzył,że tam jeszcze cokolwiek można poprawić. A ja się zawzięłam i proszę zajęcia dla dzieci się odbywają, rodzice zachwyceni, na aerobiku skaczemy dwa razy w tygodniu i w końcu jest porządek z papierami i dokumentami wszelakiego rodzaju.

Dziwna ta nasza przekorna natura, ale niech będzie i taka, skoro dzięki temu można zdziałać dobre rzeczy :)

Dużo dobrej motywacji wam życzę !