Czym skorupka za młodu nasiąknie- historia o Michasiu

Na studiach mieszkałam z koleżanką. Agnieszka jej na imię. Aga ma brata Michała, gdy my byłyśmy na 4 roku, on zdawał maturę. Aga i Michał nie mieli ojca, wychowywała ich mama. Któregoś wieczoru siedziałyśmy nad książkami i Agę zebrało na zwierzenia rodzinne. Okazało się, że u nich w domu mieszka książę. Książę Michał Leniwy. Otóż mama przyzwyczaiła Michasia do tego, że w domu nie musi on robić nic, tylko się uczyć. Zakupy- mama albo Aga, o ile wracała na weekendy, śmieci- mama, sprzątanie- mama, porządkowanie prania- mama. Michaś był nietykalny.

Na sugestie Agi, że przecież chłop jak dąb i korona mu z głowy nie spadnie jakby przeleciał się ze śmieciami, mama odpowiadała, że to chłopak przecież i on nie musi robić nic. Mało tego, nawet gdy Aga wracała na weekendy i harowały z mamą, na sugestie co do Michała, i mama, i on reagowali najświętszym oburzeniem. „Chłopak nie musi pomagać w domu” tłumaczyła matka syna, gdy zbierała jego brudne skarpety i gotowała pyszne obiadki. „Ma się uczyć, zdać maturę”.

Michał zdał maturę i poznał Judytę. Taki damski odpowiednik jego samego. Judyta- jedynaczka z bogatego domu, nieprzyzwyczajona do sprzątania i dbania o dom. My wróciłyśmy na studia, Michaś i Judyta zapragnęli razem zamieszkać. Akurat było wolne mieszkanie po babci Judyty. Michaś przeniósł się na zaoczne studia i zaczął dorabiać. Ale Judyta to nie była jego mama, która i ugotowała, i uprała, i podstawiła obiadek pod nos. Mało tego, Judyta nawet nie myła naczyń, no chyba, że brakowało szklanek na kawę. Nie prali, bo żadne nie potrafiło, przez miesiąc ganiali z brudnymi rzeczami do rodziców, potem mieszkanie zaczęło zarastać a oni zaczęli się kłócić. Bo brudno, bo naczynia brudne a ile można się odżywiać pizzą i zupkami w proszku? Bo nieużywany odkurzacz zaczął kłuć w oczy, koty w korytarzu fruwały pod sam sufit.

Wytrzymali tak dwa miesiące….tuż po Bożym Narodzeniu zamknęli drzwi i każde wróciło do rodzinnego gniazdka. Do posprzątanego, ciepłego mieszkanka, w którym wszyscy za nich wszystko robią…..

Wiosenne porządki w szafie, czyli jak się nie sprząta

Korzystając z wolnego dnia uznałam, że nie spędzę go w byle jaki sposób a zrobię w końcu coś pożytecznego :) taka miła odmiana w ramach wczorajszych postanowień….moim celem stała się szafa z ubraniami. Nic tak dobrze nie działa na motywację do opróżnienia szafy z ubraniami jak myśl, że skoro będę miała w niej więcej miejsca, to pojadę sobie na zakupy, bo przecież pustki w szafie być nie powinno.

No….więc decyzja zapadła, ale w tym momencie okazało się, że mam jeszcze tysiące rzeczy do zrobienia. No bo może ktoś coś napisał w komentarzach na blogu, bo na FB nie byłam 3 dni (!) i pewnie ominęło mnie coś ważnego, bo moje wirtualne zwierzęta w wirtualnym zoo (gram w to dziadostwo wciągające) potrzebują opieki. Szafa stała otwarta, koty skorzystały z tego skwapliwie i zaczęły buszować a ja zajęłam się ważniejszymi sprawami.

Sprawdziwszy wszystko zdenerwowałam się, że zmarnowałam tyle czasu, wywaliłam koty z szafy i wtedy mi się przypomniało, że przecież muszę jeszcze wyskoczyć do sklepu. Skoro taka piękna pogoda, to wypada się z domu ruszyć a nie przesiadywać……więc po drodze spotkałam mamę Mojego Lubego, która zagadała mnie tak,że wróciłam po 40 minutach wściekle głodna. Trzeba było więc zrobić coś do jedzenia a skoro już znalazłam się w kuchni, moim futrzakom odezwały się żołądkowe zegary i wparowały do kuchni w poszukiwaniu jedzenia. I tak upłynęło południe……

Szafa stoi jak stała a ja walczę ze sobą, coby się w końcu zabrać za jej sprzątanie……nie bierzcie ze mnie przykładu :D

O motywacji słów kilka

Bywają takie dni, że człowiekowi nic się nie chce. Najgorzej, jak wszystko działa przeciwko Tobie- pogoda, samopoczucie i zero przyjaznej duszy wokoło.

Natenczas należy przywołać swoje wszystkie dobre wspomnienia i przyjemne wyobrażenia, słowem „ruszyć d….”, żeby do końca nie skisnąć we własnym lenistwie. Na mnie najlepiej działają ci, którzy we mnie nie wierzą. I tak: jeśli słyszę : nie dasz rady wyleźć na Giewont bo masz lęk wysokości, to ja właśnie kilka razy do roku wyjeżdżam w góry i włóczę się po tych najwyższych z motywacją, że udało mi się po raz kolejny. Jeśli słyszę, że nie nadaję się do tego a tamtego to choćbym miała na uszach stanąć, właśnie pokażę, że dam radę, a co! Chyba dlatego tak dobrze pracuje mi się na wsi, bo początkowo nikt nie wierzył,że tam jeszcze cokolwiek można poprawić. A ja się zawzięłam i proszę zajęcia dla dzieci się odbywają, rodzice zachwyceni, na aerobiku skaczemy dwa razy w tygodniu i w końcu jest porządek z papierami i dokumentami wszelakiego rodzaju.

Dziwna ta nasza przekorna natura, ale niech będzie i taka, skoro dzięki temu można zdziałać dobre rzeczy :)

Dużo dobrej motywacji wam życzę !