O tym, jak mnie wczoraj wystraszono….

Wczorajszy wieczór. Padał deszcz, za oknem szaro i ponuro, cisza w domu. Siedzę sobie w pokoju, nagle słyszę głosy…..najpierw ciche, stopniowo coraz głośniejsze. Zamarłam, bo najpierw słyszałam, że pies szczekał, ale co tam, uznałam, że na pewno fałszywy alarm. Przez głowę przemknęły mi najgorsze scenariusze. Oto zostałam napadnięta! Zebrałam się w sobie i z duszą na ramieniu zeszłam na dół….schodek po schodku….

Na środku stołu leżał jak długi mój rudy kot, z wdziękiem przeciągając się na pilocie do telewizora i wlepiając ślipia w TVP Info…..

Zdolna ta moja bestia :)

Z życia wzięte- czyli krematorium piwniczne :)

Wczoraj mój tatuś uznał, że najwyższa pora wygasić piec w piwnicy. Wieczory są już cieplejsze, więc w domu nie umarzniemy. Przed wygaszeniem zachciało mu się podorzucać to i owo do tego pieca. W pewnym momencie słyszę, że mnie woła, biegnę więc do piwnicy.

„Patrz, co wynalazłem w starym kredensie”

Zaglądam, sterta zasuszonych myszy :) Więc się rozczuliłam, że tak o nas koty dbają, że pewnie składały co byśmy z głodu nie padli itp. Pośmialiśmy się, po czym wyskoczyłam na chwilkę do domu. Wracam na dół i czuję, że coś śmierdzi, ale tak okropnie, że nos wywraca, ojciec żółto-zielony na twarzy. Pytam, co jest.

„No nic, chciałem sprawdzić, jak się będą te myszy paliły…..to już wiem”

Podobnie jak sąsiedzi naokoło- paliło się imponująco……

96441_myszka-hustawka

Wiosenne porządki w szafie, czyli jak się nie sprząta

Korzystając z wolnego dnia uznałam, że nie spędzę go w byle jaki sposób a zrobię w końcu coś pożytecznego :) taka miła odmiana w ramach wczorajszych postanowień….moim celem stała się szafa z ubraniami. Nic tak dobrze nie działa na motywację do opróżnienia szafy z ubraniami jak myśl, że skoro będę miała w niej więcej miejsca, to pojadę sobie na zakupy, bo przecież pustki w szafie być nie powinno.

No….więc decyzja zapadła, ale w tym momencie okazało się, że mam jeszcze tysiące rzeczy do zrobienia. No bo może ktoś coś napisał w komentarzach na blogu, bo na FB nie byłam 3 dni (!) i pewnie ominęło mnie coś ważnego, bo moje wirtualne zwierzęta w wirtualnym zoo (gram w to dziadostwo wciągające) potrzebują opieki. Szafa stała otwarta, koty skorzystały z tego skwapliwie i zaczęły buszować a ja zajęłam się ważniejszymi sprawami.

Sprawdziwszy wszystko zdenerwowałam się, że zmarnowałam tyle czasu, wywaliłam koty z szafy i wtedy mi się przypomniało, że przecież muszę jeszcze wyskoczyć do sklepu. Skoro taka piękna pogoda, to wypada się z domu ruszyć a nie przesiadywać……więc po drodze spotkałam mamę Mojego Lubego, która zagadała mnie tak,że wróciłam po 40 minutach wściekle głodna. Trzeba było więc zrobić coś do jedzenia a skoro już znalazłam się w kuchni, moim futrzakom odezwały się żołądkowe zegary i wparowały do kuchni w poszukiwaniu jedzenia. I tak upłynęło południe……

Szafa stoi jak stała a ja walczę ze sobą, coby się w końcu zabrać za jej sprzątanie……nie bierzcie ze mnie przykładu :D

Plany na weekend?

Jako świeżo upieczony kierowca i szczęśliwa posiadaczka samochodu dostałam dzisiaj lekcję jazdy w warunkach ekstremalnych- deszcz, ulewa,wichura a następnie śnieg……koty, jadące ze mną uszanowały powagę sytuacji i nie komentowały w żaden sposób, co czyniły, gdy wyjeżdżałam z nimi na kontrolę do weterynarza….a teraz słodkie nicnierobienie :D

A jak Wam mija sobota?