Chcę złapać faceta na dziecko

Takie hasło wrzuciłam w Google i nie uwierzycie, wyskoczyło mi tyle odnośników, że zdębiałam….nawet nie przypuszczałam,że w XXI wieku niektóre kobiety są zdolne do czegoś równie podłego. Przedstawiam skopiowane wypowiedzi z niektórych forów internetowych, pisownia oryginalna:

Autor: magda- 12.02.05, 10:58

Cześć dziewczyny,czy złapałyście/złapałybyście faceta na dziecko??? Bo ja mam
kilka takich koleżanek, zaszły w ciążę i wzięły ślub. A ja mam 23 lata i im
zazdroszcze, one maja juz dzieci i męża a ja :( Jestem z facetem półtora roku,
bardzo się kochamy i dobrze nam razem ale on nie chce słyszeć o ślubie ale
wiem, że gdybym zaszła w ciążę z nim to odrazu zgodziłby sie na ślub. Chcę
złapać go na dziecko. Co o tym myślicie? Czy takie małżeństwo może być udane?

Potem ona jeszcze pisze, że facet ją bardzo kocha, ale ożeni się z nią tylko wtedy, jak będzie dziecko, bo poza tym nie czuje takiej potrzeby.

A teraz prawdziwa perełka:

Proszę uprzejmie, niech mi ktoś wytłumaczy, co trzeba mieć w głowie, żeby w taki sposób chcieć zatrzymać przy sobie faceta? Przecież to jakaś chora nieodpowiedzialność, ciąża to nie metoda, ciąża to dziecko, człowiek, którym nie wolno realizować swoich egoistycznych celów. Przecież facet ma pełne prawo do tego, żeby powiedzieć, że nie chce dziecka. Bo może nie chce, może się boi, może ma ważne powody. A skoro o tym mówi, to jak można w dalszym ciągu myśleć tylko o sobie. Dla mnie taka sytuacja jest po prostu nie do ogarnięcia.

Jeśli ludzie się kochają, to oczywistym jest, że mają do siebie zaufanie i razem podejmują ważne decyzje. Te o ślubie i dzieciach zwłaszcza. A co, jeśli dziewczyna naprawdę złapie tego swojego lubego na ciążę, a on stwierdzi, że sorry,ale jednak nie chce z nią być….ona zostaje sama z dzieckiem, w najlepszym wypadku facet dziecko uzna i płaci alimenty, zazwyczaj ona zostaje samotną matką z pretensjami do dziecka, bo to przez nie rozpadł się związek mamusi i tatusia.

Już nawet w Kościele księża są coraz bardziej ostrożni w udzielaniu ślubów parom, które spodziewają się dziecka. Znajomy ksiądz opowiadał, że wręcz doradzają, żeby się pobrali po jego urodzeniu, zwłaszcza, jeśli nie znają się zbyt długo i nie są pewni a rodzina np. naciska, bo tak też niestety bywa. A potem się dziwić, że tyle mamy nieszczęśliwych matek, rozwodów i osamotnionych dzieci.

Dziecko nie jest i nie może być sposobem na zatrzymanie przy sobie faceta! Jasne, są przypadki, w których udało się kobiecie wyjść za mąż za tatusia dzieciątka i stworzyć udane małżeństwo, ale tak sobie myślę, czy można żyć z kimś po czymś takim bez wyrzutów sumienia? Czy można zasypiać spokojnie, wierząc, że ożenił się ze mną, bo mnie kocha a nie dlatego, bo zafundowałam nam dzidziusia?

Niech nam żyją „życzliwi”, czyli jak się nie dać zwariować

Dziś będzie o mojej ulubionej kategorii ludzi, czyli o „życzliwych”.

Taki ktoś zawsze wie o Tobie to, czego Ty sam jeszcze wiedzieć nie możesz tudzież doniesie Ci o sprawach, o których nie masz bladego pojęcia. Ostatnio usłyszałam, że w mojej pracy padło hasło od jednej takiej, co do tego gatunku się zalicza, że musi mi się dobrze powodzić, skoro mam samochód. I że na pewno na filiach lepiej się darzy albo tatuś zakupił pojazd,  okradając przy okazji pół zakładu pracy….

Krew się we mnie zagotowała, albowiem nieprawdą jest, że jest mi tak finansowo błogo a tatuś okrada pracowników, żeby jego córeczce było wygodniej. A na filii owszem, jest dobrze, bo nikt mi nie zawraca głowy plotami, pierdołami typu, kto z kim i dlaczego. Nie trawię plotek, kombinowania i tworzenia sobie ideologii typu „on z nią a ona z nim”,jestem szczera do bólu i wydawało mi się, że jeśli komuś czasami jest w życiu lepiej, to jest to powodem do radości a nie do zawiści. O święta naiwności moja! Rzeczywistość jak widać skrzeczy głosem pseudo koleżanek, które zawsze, ale to zawsze wiedzą lepiej i mają pomysły na Twoje życie i na całą Ciebie. Mało tego, swoimi pomysłami potrafią dzielić się z połową miasteczka aż w końcu forma całkowicie zniekształcona dociera i do Ciebie. W sumie pół biedy jak do Ciebie, bo znasz prawdę, ale sęk w tym, że czsami takie półprawdy docierają do kogoś z rodziny i ten ktoś ma wtedy dylemat- powiedzieć Ci o tym czy też nie?

W podstawówce i szkole średniej moja mama na przykład wracała ze sklepu z informacjami, że jej córka chodzi na plebaniędo księdza i nie wiadomo co tam wyprawia. Rzeczona córka (czyli ja) była zaś członkiem KSM (Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży), więc często gęsto przebywała z innymi osobami swojego pokroju w salce parafialnej…..ale ziarno niepewności zostało zasiane. Wraz z czasem tematy plot się jak widać zmieniają…..

Wniosek prosty- rób , co chcesz i nie przejmuj się, ludzie i tak będągadać i jeśli zrobisz jakąkolwiek głupotę, dowiesz sięo niej na mieście :)

A co tam, wiosnę mamy :)