Felix znaczy szczęśliwy

Na samym początku chcę Wam, kochani, bardzo podziękować za ciepłe słowa….wiele one dla mnie znaczą, wierzcie mi….

A teraz przechodzę do sedna rzeczy. Bo oto wczoraj stało się coś, w co sama ledwo  wierzę. Otóż wybrałyśmy się wieczorem do kina z Młodą. Uznałyśmy, że musimy się wyrwać i odstresować po ostatnich wydarzeniach, więc wybrałyśmy film „Słowo na M” z Danielem Radcliffem. Nota bene- myślę nad założeniem nowej kategorii na blogu, mianowicie polecaniu i opisywaniu ostatnio obejrzanych filmów. Trochę się ich zbiera ostatnio. Film obejrzałyśmy, porobiłyśmy głupie zdjęcia, bo w końcu jak szaleć to szaleć i podjechałyśmy jeszcze na najpyszniejsze zapiekanki. Po co to opisuję? Ano po to, żebyście wiedzieli, że każda minuta, każda rzecz wpływa na inną, na to, co się stanie.

Bo gdybyśmy nie zabłądziły na parkingu, nie usiadły przy zapiekankach, nie spotkałybyśmy na swojej drodze kogoś wyjątkowego. Puszkowa, czarownico jedna! Ty wiedziałaś! Wracałyśmy jak zwykle, na parkingu przy wyjeździe z miasta stał samochód, przed nim stał kot….nie wiedział, co ma robić, samochód odjechał z piskiem, kot prawie wybiegł na ulicę. Popatrzyłyśmy z Młodą po sobie, zawróciłyśmy….kot do auta, na kolana….oto byłyśmy świadkami, jak ktoś porzuca w nocy biedne, samotne zwierzę….co miałyśmy zrobić zwłaszcza w takim dniu jak wczoraj?

No i mamy Felixa. Felix znaczy szczęśliwy i mam nadzieję, że już u nas zostanie….zdrowy i szczęśliwy jak samo imię wskazuje. Dzisiaj oglądał go nasz weterynarz, Felek jest zadbany, rasowy, cudowny! Sprawdzony, czy nie ma chipa pod skórą, bo jest kotem rasowym, ma błękitne oczy i, co najlepsze, zeza ! Jest słodki….Czekamy dwa tygodnie, czy nie zgłosi się właściciel, potem odrobaczamy, kastrujemy i szczepimy….

Czy tylko mnie się wydaje, czy Rudy maczał w tym swoje puchate łapy?