Dziewczyna bez ojca zrobi dla faceta wszystko (?)

Usłyszałam ten tekst od kolegi,przemyślawszy temat, przywołując znane sobie historie, dzielę się z wami moimi przemyśleniami.

Ewa zakochała się w księdzu.  Facet, bo ksiądz głupio brzmi, był przystojny, fakt, zaimponował dziewczynie swoim zainteresowaniem jej osobą. To przede wszystkim. Ona, wychowywana jedynie przez matkę, bo ojciec pracował za granicą, urzeczona była tym jego zainteresowaniem, pytaniami o to, jak się czuje i co u niej słychać. Imponowało jej, że taki mężczyzna może się nią martwić, być ciekawym jej życia, zainteresowań. Znajomość rozwijała się, ona zakochiwała się coraz bardziej, jemu ona też nie była obojętna, ale był ostrożny. Ona swoje uczucia przelała na niego, on był dla niej autorytetem, opiekunem, ojcem, facetem.

Aż w końcu przyszedł czas, że jego przenieśli w inne miejsce. Ona została osamotniona, bo dla niego poświęciła przyjaciół i czas wolny. Dla nich ta znajomość była dziwna i trudna do zaakceptowania.

Justyna nie była w domu akceptowana przez ojca. Ten miał jedynie wymagania, miała być we wszystkim najlepsza a była przeciętna. Ciągle więc jej powtarzał, jaka jest beznadziejna i nic niewarta. Więc zaczęła żyć z tymi myślami. Zainteresowanie starszego faceta przyjęła najpierw z niedowierzaniem, potem rzuciła się w tę miłość jak ćma do światła. On stał się dla niej sensem życia, wyrocznią. Nie zauważyła, że po jakimś czasie on mu zobojętniała, że przestał się nią interesować a zaczął wykorzystywać. Ona go wielbiła, błagała, żeby jej nie zostawiał, żeby z nią zawsze był. Gdy znalazł sobie inną, ona wmawiała sobie, że to na pewno jej wina..nikt nie potrafił jej przegadać, że facet był po prostu byle jaki i od początku wiadomo było, że nic z tego nie będzie. Ona wydzwaniała, sms-owała, przepraszała, on nie reagował…ona błagała o szansę….

Ile takich dziewczyn jeszcze chodzi po świecie?

Czym skorupka za młodu nasiąknie- historia o Michasiu

Na studiach mieszkałam z koleżanką. Agnieszka jej na imię. Aga ma brata Michała, gdy my byłyśmy na 4 roku, on zdawał maturę. Aga i Michał nie mieli ojca, wychowywała ich mama. Któregoś wieczoru siedziałyśmy nad książkami i Agę zebrało na zwierzenia rodzinne. Okazało się, że u nich w domu mieszka książę. Książę Michał Leniwy. Otóż mama przyzwyczaiła Michasia do tego, że w domu nie musi on robić nic, tylko się uczyć. Zakupy- mama albo Aga, o ile wracała na weekendy, śmieci- mama, sprzątanie- mama, porządkowanie prania- mama. Michaś był nietykalny.

Na sugestie Agi, że przecież chłop jak dąb i korona mu z głowy nie spadnie jakby przeleciał się ze śmieciami, mama odpowiadała, że to chłopak przecież i on nie musi robić nic. Mało tego, nawet gdy Aga wracała na weekendy i harowały z mamą, na sugestie co do Michała, i mama, i on reagowali najświętszym oburzeniem. „Chłopak nie musi pomagać w domu” tłumaczyła matka syna, gdy zbierała jego brudne skarpety i gotowała pyszne obiadki. „Ma się uczyć, zdać maturę”.

Michał zdał maturę i poznał Judytę. Taki damski odpowiednik jego samego. Judyta- jedynaczka z bogatego domu, nieprzyzwyczajona do sprzątania i dbania o dom. My wróciłyśmy na studia, Michaś i Judyta zapragnęli razem zamieszkać. Akurat było wolne mieszkanie po babci Judyty. Michaś przeniósł się na zaoczne studia i zaczął dorabiać. Ale Judyta to nie była jego mama, która i ugotowała, i uprała, i podstawiła obiadek pod nos. Mało tego, Judyta nawet nie myła naczyń, no chyba, że brakowało szklanek na kawę. Nie prali, bo żadne nie potrafiło, przez miesiąc ganiali z brudnymi rzeczami do rodziców, potem mieszkanie zaczęło zarastać a oni zaczęli się kłócić. Bo brudno, bo naczynia brudne a ile można się odżywiać pizzą i zupkami w proszku? Bo nieużywany odkurzacz zaczął kłuć w oczy, koty w korytarzu fruwały pod sam sufit.

Wytrzymali tak dwa miesiące….tuż po Bożym Narodzeniu zamknęli drzwi i każde wróciło do rodzinnego gniazdka. Do posprzątanego, ciepłego mieszkanka, w którym wszyscy za nich wszystko robią…..

Jak ładnie dziś wyglądasz- sztuka przyjmowania komplementów

Zawrzało po moim ostatnim wpisie o księdzu i dziewczynkach. Nie przejmuję się rzecz jasna komentarzami typu, że to kolejny wpis kobiety, która ma problem ze sobą i w dramatyczny sposób chce zaistnieć  :) Niech wam, drodzy hejterzy, ziemia lekką będzie…

Dzisiaj chciałam napisać o tym, że nie potrafimy przyjmować miłych słów od innych. Przykład: urodziny mojej Rodzicielki, przedwczoraj. Zrobiła sałatkę, bardzo pyszną zresztą, siedzimy z Młodą i Rodzicielką, podjadamy. Nagle Mama:

- Co? Niedobra ta sałatka mi wyszła, mało słona

Ja:- no co ty, pyszna

-Ale ja myślę, że jednak mało słona, jakaś taka niedoprawiona. Pieprzu chyba mało dodałam- mówi Mama przy kolejnym kęsie

Sałatka pęcznieje nam w ustach, Młoda milczy, ja tracę cierpliwośc

-Mamo, naprawdę jest pyszna, czemu kombinujesz?

Koniec końców przegadałyśmy Mamie, że naprawdę owa sałatka jest idealnie doprawiona. Ale gdy ona nas co chwila dopytywała, co i jak, smak sałatki stawał się wyraźnie mdły. Czemu zaczynam od sałatki? Ano dlatego, że my  robimy podobnie. To znaczy- ktoś nam mówi coś miłego. My, będąc niepewne i siebie, i osoby mówiącej komplement, zaczynamy wywody. Która z was, drogie panie, słysząc komplement od faceta, mówi z uśmiechem, że bardzo dziękuje? A ile z nas od razu zaczyna gadki, że jak to, że akurat dzisiaj to ja się nawet nie umalowałam albo, że te ciuchy to już mają swoje lata, że fryzura nie taka, że coś tam i owam tam. W tym momencie normalny facet zaczyna na nas patrze naszymi oczami naszymi oczami, no i masz- faktycznie fryzura nie halo, ciuchy nie bardzo….po cholerę ja się w ogóle odzywam? A potem się dziwimy, że nikt nas nie dostrzega i nie doceni pięknego wyglądu czy ubioru.

Skoro same tych uprzejmości sobie nie życzymy, nikt nam ich narzucać nie będzie. O ile przyjemniej wygląda sytuacja, gdy na dobre słowo reagujemy uśmiechem a jeszcze lepiej (sprawdzone!) na komplement „pięknie wyglądasz”, odpowiedzieć „ty też” :) Gwarantuję uśmiech na twarzy każdego, który z uprzejmością zaczyna rozmowę :)

I tu się nam kłania wiara w siebie. Nie chodzi o to, że mamy na siłę oznajmiać całemu światu, że jesteśmy piękne i cudowne. Ale jeśli już słyszymy komplementy, to dlaczego po prostu się z nich nie cieszyć? Podnieść głowę, pierś do przodu i myśleć pozytywnie! Koniec z podejrzliwością :) Jesteśmy piękne i tyle !

 

Czy można mieć przesyt?

- Jeszcze trzy miesiące- westchnęłam wczoraj, siedząc z A. – i wracam do was, do pracy do miasta, już się nie mogę doczekać.

- Chyba zwariowałaś, a do czego chcesz tu wracać? Tam masz przecież idealnie, spokój, sama sobie wszystko robisz jak chcesz.

- Noooo ale tęskni mi się za ludźmi, za wami, za pracą na wyższych obrotach….

- A ja sobie nie wyobrażam znowu pracować razem, z Tobą…..chyba się pozabijamy albo zanudzimy sobą.

-Ale jak to?

-Normalnie…..bo ja w pracy nie patrzę, czy to Ty, czy ktoś inny, więc jak mnie coś wkurzy, to mogę i Ciebie opierdzielić…. w pracy musimy się zachowywać….normalnie…..a najlepiej trzymać się z daleka od siebie…..

-…………..

-W sumie….to się boję, że będziemy mieć przesyt siebie. W pracy razem, po pracy razem…..więc nie gadaj, że chcesz tu wrócić.

-Nie martw się, będę ci schodzić z drogi…..

Czy można mieć przesyt siebie?

O tym, jak mój chłop zrobił obciach w sklepie :)

Wczoraj pojechałam z moim A. do supermarketu. Tego z owadem w nazwie. Wchodzimy, patrzę- doniczki! Chłop mój wziął jakieś kanapki gotowe i pognał do bankomatu, ja poleciałam obejrzeć owe doniczki, bo jestem na etapie przesadzania kwiatków. No i patrzę on wraca, obchodzi alejkę i skręca w moją stronę. Trzyma w ręce donicę, taką plastikową, w kształcie stożka, szarego koloru, pamiętam jak dziś :) No i tą doniczka dźga jakąś babeczkę po ramieniu dosłownie z 50 metrów ode mnie. Stoję jak debil, doniczki w ręce, obserwuję z zainteresowaniem, co się dziać będzie. Dawnom się nauczyła, że nie muszę wiedzieć wszystkiego, więc czekam :) A on tę kobitkę coraz intensywniej tą donicą i jeszcze do niej gada. Nagle podnosi głowę, patrzy na babeczkę i aż go zgięło ze wstydu. Oczy Kota ze Shreka w porównaniu z jego oczętami jak się tłumaczył i przepraszał, że się pomylił to pikuś ! Ha! A ja ryknęłam na cały sklep śmiechem, popłakałam się jak dawno się nie popłakałam.

- O Boże, ale mi wstyd, przepraszam Panią- tłumaczył się Mój Chłop a ja płakałam ze śmiechu, babeczka zresztą też.

No a żeby było jeszcze lepiej, pani stała za nami przy kasie :) Chłop mój uciekał, ja płakałam w dalszym ciągu, prawie pani kasjerce parsknęłam w twarz, w samochodzie wreszcie się wyśmiałam. Chłop mój obiecał mi śmierć w ciężkich torturach :) Tylko cholercia jak on mnie mógł pomylić? Zarzeka się, że mnie tam wcześniej widział, najlepsze, że akurat w to miejsce dotrzeć nie zdążyłam :) Śmieję siędo dzisiaj i pewnie jeszcze długo nie zapomnę tego widoku hahaha :)

Zdarzyło się Wam coś takiego kiedykolwiek?

Baby są jakieś inne, czyli dlaczego wolę pracować z facetami

Miał być inny wpis…..ale cóż, kipię od nadmiaru emocji, więc się muszę wyżalić. Nie lubię pracować z kobietami….a raczej z babami. Bo kobieta a baba to dla mnie dwie różne osoby. Więc z babami nie lubię- są zawistne, zazdrosne i mają tysiące problemów tam, gdzie ich nie muszą mieć. Nie wiem, dlaczego, ale baby nie potrafią się między sobą dogadać, mało tego, nie dogadują się nawet z innymi przedstawicielkami swojej płci.

Przykład? Nasza pani sprzątaczka dajmy na to. Kobieta, która, nie ubliżając nikomu, nie bardzo umie się odnaleźć w zakresie swoich czynności. Nie, ona zawsze będzie wiedziała najlepiej, skrytykuje każdego, począwszy od instruktorów, choreografów, sekretarki, dyrekcji, skończywszy na osobach, które do nas wpadają coś załatwić. Wypadałoby powiedzieć „masz mopa?” to się nim zajmij a nie interesuj się wszystkim, co do Ciebie nie należy. Odkąd jestem na wsi, mam od niej spokój, ale ona co jakiś czas o sobie przypomina. Ostatnio ośmieliłam się poprosić o pomoc od głównej instytucji, gdzie owa pańcia pracuje, to usłyszałam, że powinnam być bardziej operatywna. Ja!!!! Święci pańscy, trzymajcie mnie !!!! I mówi to ta krowa, co dwóch krzeseł nie przytrzyma, bo niby nie daje rady a ja u siebie śmigam ze stołami tam i z powrotem. Ale nie, bo poprosiłam, żeby ktoś mi raz pomógł…jak śmiałam…..Najgorsze, że ona te swoje zjadliwe uwagi wygłasza za plecami zainteresowanych, nigdy nie powie w oczy, co ją boli i o co jej chodzi. Gdyby mi to powiedziała wprost, o gwarantuję, pogadałybyśmy sobie czule. Baba odstrasza więc wszystkich gości, współpracowników i dzieci, przychodzące na zajęcia. Odstrasza swoją wredotą, zawiścią i złośliwością,ale taką byle jaką na zasadzie- tak bo tak, to ja mam zawsze rację a ty się nie zgrywaj, bo jesteś głupia.

Wolę pracować albo sama, albo z facetami. Przynajmniej nie ma niepotrzebnych spięć i konkurencji. Fakt, mamy jednego takiego, co jest leniem śmierdzącym i nie można na nim polegać, ale zdecydowana większość facetów jest jednak łatwiejsza we współpracy. Każdy robi swoje, każdy zna swoje miejsce i razem współpracuje się idealnie, bez spiny i dla wspólnego dobra. Proste? Proste. Ale nie dla niej, bo ona nienawidzi, jak ktoś z kimś się lubi, jak ktoś z kimś pracuje….Potrafi wypomnieć z krzywym uśmieszkiem na gębie, co sobie kupiłaś, z kim gadałaś…..porażka. Jedna wielka chodząca masakra…..A może to ja po prostu jestem jakaś inna?

7c7725511b5e00cf8d4901c39dae756f

Mężczyzna u kosmetyczki :)

Wybrałam się wczoraj do mojej pani fryzjerki. Grzywka zaczęła mi już włazić do oczu a jest to dla mnie sygnał, że powoli tracę widoczność, więc trzeba było działać. Przy okazji moja pani Jola wyregulowała mi brwi, bo powoli czułam się jak skrzyżowanie Breżniewa z Wielkim Ptakiem.

Wchodzę więc do salonu fryzjerskiego, gęba uśmiechnięta…i stanęłam jak wryta, bo oto na fotelu przy stole u pani kosmetyczki siedział sobie mężczyzna !!!! Młody chłopak, znam z widzenia, więc zastopowało mnie, bo takie zjawisko na oczy pierwszy raz widziałam. Mimo za długiej grzywy widziałam co widziałam :D Pani kosmetyczka robiła panu manikiury, znaczy się usuwała skórki i wygładzała paznokcie  a ten się błogo uśmiechał i komentował jak mu teraz będzie w tych pazurkach pięknie :) Stałam chwilkę jak to cielątko, ale się zreflektowałam, no bo niby co w tym dziwnego, że facet dba o siebie i przychodzi  zrobić sobie manikura profesjonalnie?  W końcu to chyba lepiej ,że ma świadomość, że warto wyglądać na zadbanego człowieka z pięknymi dłońmi? Przy okazji- moje dłonie już tak piękne nie są, ale co tam, jeszcze wytrzymam, w końcu nikt nie musi patrzeć :D

W ogóle chciałam być mądra i poczytałam co nieco w Internecie, że teraz to widok faceta w salonie kosmetycznym już nikogo nie dziwi, mało tego, w Krakowie powstał nawet specjalny salon, przeznaczony jedynie dla panów. I panowie doceniają, że mogą przyjść na zabiegi kosmetyczne, pilingi i insze podobne.

Są tacy, co uważają, że do kosmetyczki chodzą tylko „cioty” , znaczy się geje. Zawsze mnie bawił ten skrót myślowy, ale komentować mi się nie chce, bo i po co. Jeśli mężczyzna jest zadbany, pachnący to nie oznacza, że lubi facetów :) Może się przecież upiększać dla swojej kobiety, coby jej nie było wstyd za niego.

Myślę, że nie ma nic złego w tym, że faceci dbają o siebie, w końcu „facet” nie oznacza, że ma być zarośnięty jak dziki, „pachnieć” samą naturą, mieć brudne pazury a kąpać się od Święta. Jak w każdym przypadku ważny jest natomiast umiar i dobry smak. Ważne, żeby z tymi zabiegami nie przesadzać, najgorzej, gdy facet dba o siebie bardziej niż jego kobieta :) Trzymam kciuki za wszystkich dbających o siebie panów :)

Z cyklu: męskie mądrości życiowe :D

Wczoraj usłyszałam od Mojego Lubego taką oto deklarację (niepodległości ):

Facet musi mieć pewną przestrzeń, pracy czy pasji, do której nie dopuszcza żadnej kobiet, a zwłaszcza swojej. I nie dlatego, że jej nie kocha, ale po to, żeby przy niej znowu o tym nie gadać albo żeby nie musieć jej wszystkiego tłumaczyć, zwłaszcza jeśli chodzi o pracę. Po prostu zazwyczaj nie chce mu się o swojej pracy gadać, kiedy nie musi.

Powaliło mnie to stwierdzenie prawie na podłogę, dlatego dzisiaj się nim z wami dzielę, bo może ktoś ma jakieś zdanie w powyższym temacie?

Kiedy kobieta kocha mężczyznę

Miałam już nie pisać nocą, ale jakoś mnie wzięło…..

Dzisiejszy dzień spędziłam z facetem, którego kocham od dawna miłością przenajwiększą, tylko, cholera, on chyba nie dorósł do bycia z kimś w związku, mimo, że jest starszy ode mnie.

Wiem, że jestem z gatunku tych przesadzających, ale już kilka razy dał mi powody do niepokoju a dzisiaj w wyjątkowo dziwny i bezpośredni sposób dawał do zrozumienia, żebym sobie znalazła swoją pasję i spędzała czas ze swoimi znajomymi….a nawet nieznajomymi (w domyśle żebym mu dała spokój i dostosowała się do jego grafiku).

Albo się mylę, albo boi się, że się uzależnię czy co? Początek końca?