Czego lepiej nie pokazywać ….

O tym, że Facebook jest fajny i przydatny, wiedzą wszyscy. Mówię tu o odnowieniu kontaktów z dawno nie widzianymi ludźmi albo o możliwości rozmowy z tymi, którzy są gdzieś daleko i innej opcji kontaktu nie ma. Natomiast wzięłam sobie ostatnio na celownik zdjęcia, wrzucane na profilach znajomych. No i …..no i…..no i jestem zdziwiona tym, że takie zdjęcia ktokolwiek może zamieszczać bez wstydu i bezmyślnie.

Mam jedną znajomą, która na swojej tablicy ma chyba ze 30 albumów swoich dzieci. Z każdego miesiąca album ze średnio 50 fotkami dziewczynek w rożnych miejscach, ubraniach (albo i bez). Zdjęcia fajne, tylko….tylko nie wiem, czy zdaje sobie sprawę, że każdy może je obejrzeć….i ten, co lubi dzieci, i ten, co szczególnie kocha małe dziewczynki. Pomijam fakt, że dziewczynki dorastają i pewnie już niedługo będą świadome tego, że mamcia wrzuca ich zdjęcia w negliżu na widok publiczny.

Inna znajoma z kolei namiętnie wrzuca swoje zdjęcia z rąsi, robione przy różnych okazjach. I jest np podczas leżakowania w parku, podczas treningu na siłowni. Za każdym razem ta sama mina: wytrzeszczone oczy i dzióbek….albo spogląda zalotnie od dołu na fotografującego (czyli siebie), albo od góry. Obowiązkowo wielgachny dekolt i wypływający zza owego biust….Porażka!

Jeśli już chcemy zamieszczać zdjęcia u siebie- wolno nam! Nie chcę się czepiać ani mądrzyć, bo fotografem nie jestem. Ci, którzy polubili Ineczkę na FB widzą zresztą, że czasem wrzucam to i owe zdjęcie, zrobione tymi oto ręcami. Ale….naprawdę warto dwa razy albo i trzy razy pomyśleć, zanim jakiekolwiek zdjęcie czy to dziecka, czy to swoje- wrzucimy do Internetu. Albo ustawić sobie opcję, że nasze prywatne zdjęcia mogą zobaczyć jedynie nasi znajomi. Tylko wtedy już chwalimy  się mniejszej rzeszy odbiorców….

Coś za coś…..

d19b589350_przyznajty_tez_po_dodaniu_zdjecia_na_fb

Jak się sprzedać na Fejsie

Przeczytałam kiedyś dowcip, w którym chodziło z grubsza o to, że chłopak kocha dziewczynę a poznać to można po czym? Otóż po tym, że lajkuje jej zdjęcia na Facebooku. I tak mnie dzisiaj właśnie natchnęło, coby o tym cudzie społecznościowym słów kilka naskrobać.

 Przeglądam FB codziennie, nie powiem, że nie, ale to, co ludzie wrzucają na swoje tablice, mrozi czasami krew w moich żyłach. Jeden z moich znajomych ostatnio zamieścił archiwalne zdjęcia z jakiegoś rodzinnego pikniku a na tych to zdjęciach jego wówczas kilkuletnia córeczka w częściowym negliżu. Obecnie dziewczyna ma lat kilkanaście i podejrzewam, że nie miała sposobności, żeby podejrzeć ojcowską galerię. Niech się cieszy, że tatuś nie zorientował się, że może jeszcze owe zdjęcia oznaczyć, aby cała społeczność wiedziała, iż to jego latorośl na tych zdjęciach się pojawia.

Nagminnie pojawiają się również zdjęcia noworodków prosto ze szpitala, tuż po porodzie, często z wymęczonymi mamami w tle. Kocham dzieci, ale czy takie zdjęcia nie byłoby lepiej zachować dla siebie? Pomijam już te z cyklu „plaża” z rozebranymi dzieciakami w roli głównej. No ludzie, rodzice, czy macie świadomość, że niewiele trzeba, żeby zdjęcia waszych pociech znalazły się w rękach pedofila albo kogoś równie niebezpiecznego? Wystarczy nacisnąć opcję „pobierz” i zdjęcie samo się ściąga.

Wystarczy, że wchodzisz na Fejsa i już wiesz, kto  z kim, kto ma jaki status związku, kto gdzie był na wakacjach i co na nich robił. Tu wielbłąd, tam palemka….Najciekawiej zaś przedstawiają się listy znajomych. Co poniektórzy mają na swojej liście kilkaset osób, z czego kontakt utrzymują z 2, no góra z 3 osobami a połowy z nich nawet nie zna.

Niektórzy piszą nawet, co pili, gdzie pili i z kim a potem siędziwią, że wszyscy o tym mówią. No jak mają nie mówić, skoro sprzedajemy swoją prywatność na prawo i lewo? Moja znajoma nauczycielka opowiadała ostanio historię o tym, jak miała dyżur na korytarzu w gimnazjum. Długa przerwa a tu 3 dziewcyznki- gimnazjalistki w jakichś dziewnych pozycjach- jedna wygięta, druga z tyłu  ściska ją za biust, trzecia robi zdjęcie. Znajoma podchodzi i pyta o co chodzi a one, że właśnie robią zdjęcie tej jednej no i tak:ta, co ściska „biust”sprawia, że na zdjęciu będzie on wyglądał na większy, zwłaszcza, gdy ta się wygnie w odpowiedni sposób no a ta trzecia pstryka fociaka, tylko tak, żeby nie było widać rąk i palców trzymającej. Paranoja !

Ostatnio na profilu mojej znajomej, co to wyemigrowała do Anglii pojawiają się zdjęcia kulinarnych „cudów”, które własnoręcznie zrobiła. Patrząc na te jej dzieła, zastanawiam się, jak bardzo trzeba być głodnym, żeby je zjeść i jak bardzo zapatrzonym w swoje wątpliwe talenty się jest, gdy się takie coś publikuje.

Muszę przyznać, że też jestem aktywana na Fejsie, bo lubię to i tyle, ale kurczę, miejmy jakiś umiar w tym wszystkim. Czekam tylko na wpisy typu ” idę do kibla” po czym za chwilę „już jestem, zrobiłem to i to”…..i setki lajków do tego a nie daj Boże słit focia……