Moda polska- jak odstraszyć od siebie ludzi

Stało się, nadeszły upały, pogoda nas rozpieszcza, przynajmniej jak na razie. Rozpoczął się majówkowy weekend, kto może, odpoczywa, kto nie może, tęsknym wzrokiem zerka za okno i żałuje, że musi pracować. Na ulice wyszły rozebrane dziewczyny, kobiety, panowie też. Ja, jako ciekawa świata osobniczka, zazwyczaj poczyniam obserwacje w różnych tematach, związanych z innymi i skrzętnie zapamiętuję :) Tym razem padło na obserwacje mody na ulicy. No i tak- wyszło mi na to, że większość ludzi ubiera się tak, że raczej bym do nich nie podeszła…..i nie chodzi mi o to, czy ubranie jest modne, dobrze skrojone czy inne takie. Nie,tu chodzi o zadbanie o siebie i czystość- podstawowe zasady higieny.

Co z tego, że dziewczę ma na sobie piękne klapeczki lub japonki, jeśli stopy ma zaniedbane jakby nie wiem, co nimi robiła? Brudne pięty i  paznokcie nie pomagają niestety, nawet, jeśli się zwraca uwagę na klapeczki, to w którymś momencie wzrok pada i na zaniedbane stopy.

Szczytem dla mnie są te panie, które ubierają topy z nadrukami różnego typu, nie wiedząc, co one oznaczają. Szczyt szczytów? Starsza babeczka z króliczkiem Playboya na piersiach :) Dla mnie bomba :) Młodsze kobitki, nastolatki, lansują się obowiązkowo w koszulkach na ramiączkach i z wystającymi oczywiście ramiączkami od staników. Pół biedy, jak jeszcze są dobrane kolorem do koszulki, ale widywałam wersję biała koszulka, czarny stanik i ramiączka albo, co gorsza, brudne ramiączka stanika (!). Jak widać problem czystej bielizny istnieje w społeczeństwie i ma się dobrze.

Najgorzej trafić na takiego, który nie uznaje antyperspirantów albo się myć nie lubi a poci się w nadmiarze. Jasne, są różne choroby, pocenie się to rzecz normalna, ale na litość…..wystarczy zwykły dezodorant, może poranny prysznic. Albo……i tu ze wstydem mówię, bo mam taką znajomą w pracy, pranie ubrań a nie noszenie ich przez pół tygodnia aż pod pachami robią się białe zakola a połowa pracowników dostaje odruchu wymiotnego. Można nie mieć wystrzałowych ciuchów, można mieć kilka znoszonych, ale niech będą po prostu czyste….

Wychowano mnie w przekonaniu, że powinno się dbać o siebie, o swoją czystość, o ubiór. Że strój powinien być czysty, że woda i mydło istnieją a jeśli chcemy odkrywać części ciała, to zadbajmy o to, żeby było faktycznie co pokazać a nie, żeby swoim wyglądem odstraszać na kilometr…..

Tyle ode mnie na dzisiaj, idę się trochę pogrzać w promieniach słoneczka :)

Wiosenne porządki w szafie, czyli jak się nie sprząta

Korzystając z wolnego dnia uznałam, że nie spędzę go w byle jaki sposób a zrobię w końcu coś pożytecznego :) taka miła odmiana w ramach wczorajszych postanowień….moim celem stała się szafa z ubraniami. Nic tak dobrze nie działa na motywację do opróżnienia szafy z ubraniami jak myśl, że skoro będę miała w niej więcej miejsca, to pojadę sobie na zakupy, bo przecież pustki w szafie być nie powinno.

No….więc decyzja zapadła, ale w tym momencie okazało się, że mam jeszcze tysiące rzeczy do zrobienia. No bo może ktoś coś napisał w komentarzach na blogu, bo na FB nie byłam 3 dni (!) i pewnie ominęło mnie coś ważnego, bo moje wirtualne zwierzęta w wirtualnym zoo (gram w to dziadostwo wciągające) potrzebują opieki. Szafa stała otwarta, koty skorzystały z tego skwapliwie i zaczęły buszować a ja zajęłam się ważniejszymi sprawami.

Sprawdziwszy wszystko zdenerwowałam się, że zmarnowałam tyle czasu, wywaliłam koty z szafy i wtedy mi się przypomniało, że przecież muszę jeszcze wyskoczyć do sklepu. Skoro taka piękna pogoda, to wypada się z domu ruszyć a nie przesiadywać……więc po drodze spotkałam mamę Mojego Lubego, która zagadała mnie tak,że wróciłam po 40 minutach wściekle głodna. Trzeba było więc zrobić coś do jedzenia a skoro już znalazłam się w kuchni, moim futrzakom odezwały się żołądkowe zegary i wparowały do kuchni w poszukiwaniu jedzenia. I tak upłynęło południe……

Szafa stoi jak stała a ja walczę ze sobą, coby się w końcu zabrać za jej sprzątanie……nie bierzcie ze mnie przykładu :D