Kobieta ma prawo

Oglądając wczorajsze Wiadomości i informacje na temat profesora Chazana, widząc protesty ludu wiernego, zastanawiałam się, w jakim kraju my żyjemy? Ano w takim, w którym jakiś pan profesor ma prawo decydować za kobietę, która chciała dokonać legalnej, powtarzam LEGALNEJ aborcji. Mało, że pan profesor, pod szpitalem zebrała się cała banda oszołomów, wielce oburzonych postępowaniem najpierw kobiety, potem decyzją o zwolnieniu z pracy ich bohatera. Zbawiciela ludzkości. Profesor uratował wedle nich ludzkie życie. Jasne, uratował….pozwolił, żeby na świat przyszło ciężko chore dziecko, z wadami, które pozwoliły mu na przeżycie zaledwie 10 dni. Deformacje dziecka były podobno tak poważne, że nie miało ono połowy głowy. Jego matka zaś po wszystkim wpadła w depresję. Czyje życie zatem profesor uratował? Odmawiając kobiecie legalnej aborcji, pokazał, kto tu rządzi. Klauzula sumienia niby….a co z sumieniem kobiety? Przecież każda kobieta ma własne sumienie, własne wartości, które wyznaje. Ona miała PRAWO do podjęcia decyzji o usunięciu ciąży, tym bardziej, że miałoby się to odbyć legalnie. Zasłanianie się terminami i papierami spowodowało, że nikt pacjentce nie pomógł, nikt jej nie odesłał do innego szpitala czy lekarza. A do tego też miała prawo.

Nie zrozumcie mnie źle….wiem, że dzieci są cudem, że czytają to mamy i przyszłe mamy. Ale uważam, że w cywilizowanym kraju, a za taki chce uchodzić Polska, nikt nie ma prawa narzucać nikomu swojego zdania i poglądów. Aborcja to zawsze traumatyczne przeżycie, ale często jedyne słuszne. I teraz się pewnie jeszcze bardziej narażę, ale uważam, że kobiety powinny mieć  szansę dokonania jej legalnie. Mieć szansę nie oznacza, że mają taki obowiązek. Kobieta wierząca i praktykująca pewnie nigdy by się nie odważyła na taki krok, ale….ale co z kobietami, które są np.ateistkami i nie podporządkowują się decyzjom Kościoła? Co z nastolatkami, gwałconymi przez kuzynostwo? Czy im też nie wolno pomóc? Jeśli nie dokonają zabiegu w kraju a mają kasę, pojadą za granicę, jeśli nie mają, jest opcja, że za jakiś czas usłyszymy o kolejnym martwym dziecku….Kłócimy się o eutanazję, ale czy mamy prawo z drugiej strony decydować o macierzyństwie kobiet?

I jak teraz będzie wyglądało życie tej kobiety, której pan profesor odmówił zabiegu? Uratowano jedno życie….ale życie matki już nigdy nie będzie takie samo….życie za życie…

To wstyd mieć więcej niż dwoje dzieci?

Młoda dziewczyna w dość widocznej ciąży pcha przed sobą wózek z dwójką maluchów, obok idzie ojciec, za rękę prowadzi najstarszego chłopca. Znajomi, z nią chodziłam do podstawówki. Zaraz po maturze wzięli ślub, szybko urodziło się pierwsze dziecko, potem reszta dzieciaków. Spotykamy się na mieście, siadamy na ławce, on spaceruje z dziećmi, my gadamy. Pytam jak się czuje i jak sobie radzi.

- Wiesz, jest ciężko, ale jakoś sobie radzimy. Jesteśmy razem, więc razem dzielimy opiekę nad dzieciakami, starszy pomaga, zajmuje się dziewczynkami. Ale co ja się nasłucham od ludzi…..

Zdziwiona pytam, o co chodzi.

- Bo wiesz, przy pierwszej ciąży to jeszcze było ok, ale jak Kuba miała niecały rok a ja po raz drugi zaszłam w ciążę, to było tak, że np jechałam z nim w wózku a ciążę było już widać. Wiesz, ile było komentarzy, że to niemoralne, nienormalne, że Kuba jest malutki a ja już w kolejnej ciąży? Nie wspominając o tym, jak jest teraz. Dziewczynki w wózku, Kuba za rękę a ja w kolejnej ciąży. A przecież nie jesteśmy rodziną patologiczną, dzieci są zadbane, wyczekane……A najgorsze są starsze panie, które prawie za plecami mi spluwały z pogardą.

Zatkało mnie. To jak to, tak kochamy dzieciaki a kobiecie w ciąży nie umiemy okazać normalnych ludzkich odruchów? Czy w dzisiejszych czasach nadal musimy słuchać komentarzy, że byli niemoralni i wyuzdani bo się szybko postarali o kolejne dziec? Skoro są dorośli, to ludzie drodzy, nie nasza to sprawa, że chcą mieć tyle a tyle maluchów. Każde dziecko to indywidualna sprawa rodziców, to świadomie podjęta decyzja i nie nam osądzać, ile takich decyzji zostało podjętych a ile nie. Skoro oni się zdecydowali, to moim zdaniem należy podziwiać ich za to, bo, bądźmy szczerzy, nasze państwo niespecjalnie gwarantuje jakąkolwiek politykę prorodzinną.W telewizji ciągle się mówi o niżu demograficznym, politycy zachęcają kobiety do tego, żeby miały jak najwięcej dzieci, ale ludzka mentalność jak zawsze nie idzie z tym w parze. Jakby na przekór.
Niby dzieci są traktowane jak skarb….no właśnie niby, bo dla niektórych posiadanie ich w większej ilości jest powodem do wyśmiania i niewybrednych komentarzy.

Zaryzykuję stwierdzeniem, że niektórzy ludzie są w dalszym ciągu ograniczeni w swoim własnym umyśle…..

A taka święta była….

Joanna była kiedyś, kiedyś moją serdeczną przyjaciółką, jeszcze w czasach podstawówki. Miała starszego brata, w sumie nie przepadaliśmy za nim w bloku, bo był duży, gruby i złośliwy. Aśka była taką typową mamusiną córcią- blondyneczka, prymuska, roześmiana, nigdy nie powiedziałaby, że jej coś nie wyszło, zawsze pogodna, zawsze na plus. W szkole była najlepsza z klasy, uczyła się perfekcyjnie, nauczyciele  za nią przepadali, klasa mniej, bo umiała się gronu nauczycielskiemu przypodobać. Lubiłyśmy się, zawsze było z nią śmiesznie, bo miała dzikie pomysły. Asia chodziła też na KSM- ideał po prostu. Rodzice trzymali ją raczej krótko, bo jako jedyna córcia miała być naj…..i taka była. Jej starszy brat po maturze poszedł do seminarium. Wszyscy byliśmy w szoku, ale co tam, niech będzie szczęśliwy, uznaliśmy solidarnie. Asia została a jako siostra kleryka w naszej mieścinie musiała zacząć zachowywać się odpowiednio. Grzecznie, cicho i potulnie, nie wychylać się zbytnio przed innych. Gdy dorosła, rodzice nie chcieli jej nawet puszczać na imprezy, bo co ludzie powiedzą, gdy Asię zobaczą a nie daj Boże, jak wróci wstawiona?

Asia w końcu wyfrunęła z rodzinnego gniazdka na studia. Duże miasto, nowe znajomości….na początku jeszcze się spotykała z nami- starymi przyjaciółkami, ale opowiadała jedynie o sobie, o tym, gdzie piła, co piła i z kim tym razem była. Nigdy nie pytała o nas. Spotkałyśmy się na prymicjach jej brata. Asia była lekko zgaszona, ale nie przyznałaby się w życiu, że coś jest nie tak. Swoją rolę dobrej i grzecznej siostry księdza postanowiła grać dalej.

Jakiś czas później spotkałam ją w naszym mieście, spłoszona, z wielką torbą zasłaniającą brzuch przemknęła przez ulicę. Wszystko było jasne. Po jednej z imprez po prostu wpadła z kolesiem, który się jej podobał,ale nie była pewna, czy go chce. No i się zaczęła nagonka rodziców. Bo nieślubne dziecko, bo rodzina taka pobożna, bo syn ksiądz a tu taka wtopa. Bo Asia taka święta była, przy ołtarzu śpiewała a tu bękart? No ludzie, ludzie, huzia na Józia, niech wie, że źle zrobiła!!! No i piorunem zorganizowano ślub, udzielił go zresztą Asiny brat, żadna z nas nie została na niego zaproszona, było szybko, acz wystawnie. Asia wyjechała do innego miasta, wraz z mężem i córką. Rodzice  ją dumnie noszą głowy wysoko, że córka tak dobrze trafiła, że on ją tak kocha, że Zuzanka taka śliczna, taka idealna, że takie cudne mieszkanie mają….

Do czego zmierzam? Ano do tego, że myślenie ludzkie jest jednak stereotypowe. Nie dość, że dziewczyna robiła wszystko, żeby sprostać oczekiwaniom rodziców, to w momencie, gdy im jednak nie sprostała, zostało jej to wypomniane i zapamiętane. Łatwo narzucać komuś rolę życia do odegrania, stawiać wymagania i myśleć na skróty- siostra księdza musi być świętsza od samego księdza, biskupa i papieża. A jeśli nie, to jak wspaniale można to jej wypomnieć…..

Chcę złapać faceta na dziecko

Takie hasło wrzuciłam w Google i nie uwierzycie, wyskoczyło mi tyle odnośników, że zdębiałam….nawet nie przypuszczałam,że w XXI wieku niektóre kobiety są zdolne do czegoś równie podłego. Przedstawiam skopiowane wypowiedzi z niektórych forów internetowych, pisownia oryginalna:

Autor: magda- 12.02.05, 10:58

Cześć dziewczyny,czy złapałyście/złapałybyście faceta na dziecko??? Bo ja mam
kilka takich koleżanek, zaszły w ciążę i wzięły ślub. A ja mam 23 lata i im
zazdroszcze, one maja juz dzieci i męża a ja :( Jestem z facetem półtora roku,
bardzo się kochamy i dobrze nam razem ale on nie chce słyszeć o ślubie ale
wiem, że gdybym zaszła w ciążę z nim to odrazu zgodziłby sie na ślub. Chcę
złapać go na dziecko. Co o tym myślicie? Czy takie małżeństwo może być udane?

Potem ona jeszcze pisze, że facet ją bardzo kocha, ale ożeni się z nią tylko wtedy, jak będzie dziecko, bo poza tym nie czuje takiej potrzeby.

A teraz prawdziwa perełka:

Proszę uprzejmie, niech mi ktoś wytłumaczy, co trzeba mieć w głowie, żeby w taki sposób chcieć zatrzymać przy sobie faceta? Przecież to jakaś chora nieodpowiedzialność, ciąża to nie metoda, ciąża to dziecko, człowiek, którym nie wolno realizować swoich egoistycznych celów. Przecież facet ma pełne prawo do tego, żeby powiedzieć, że nie chce dziecka. Bo może nie chce, może się boi, może ma ważne powody. A skoro o tym mówi, to jak można w dalszym ciągu myśleć tylko o sobie. Dla mnie taka sytuacja jest po prostu nie do ogarnięcia.

Jeśli ludzie się kochają, to oczywistym jest, że mają do siebie zaufanie i razem podejmują ważne decyzje. Te o ślubie i dzieciach zwłaszcza. A co, jeśli dziewczyna naprawdę złapie tego swojego lubego na ciążę, a on stwierdzi, że sorry,ale jednak nie chce z nią być….ona zostaje sama z dzieckiem, w najlepszym wypadku facet dziecko uzna i płaci alimenty, zazwyczaj ona zostaje samotną matką z pretensjami do dziecka, bo to przez nie rozpadł się związek mamusi i tatusia.

Już nawet w Kościele księża są coraz bardziej ostrożni w udzielaniu ślubów parom, które spodziewają się dziecka. Znajomy ksiądz opowiadał, że wręcz doradzają, żeby się pobrali po jego urodzeniu, zwłaszcza, jeśli nie znają się zbyt długo i nie są pewni a rodzina np. naciska, bo tak też niestety bywa. A potem się dziwić, że tyle mamy nieszczęśliwych matek, rozwodów i osamotnionych dzieci.

Dziecko nie jest i nie może być sposobem na zatrzymanie przy sobie faceta! Jasne, są przypadki, w których udało się kobiecie wyjść za mąż za tatusia dzieciątka i stworzyć udane małżeństwo, ale tak sobie myślę, czy można żyć z kimś po czymś takim bez wyrzutów sumienia? Czy można zasypiać spokojnie, wierząc, że ożenił się ze mną, bo mnie kocha a nie dlatego, bo zafundowałam nam dzidziusia?