O alkoholu i ludzkiej głupocie

Kolejna celebrytka w naszym kraju spowodowała wypadek po pijanemu. Czy ludziom się już całkiem we łbach poprzewracało? Jakaś moda na zabijanie siebie i innych pod wpływem zapanowała? Zastanawiam się, co trzeba mieć pod kopułą, żeby wsiadać do samochodu pijąc wcześniej alkohol. Nieważne, ile, ważne, że w ogóle. Moja babcia przechodziła na pasach, zabił ją rozpędzony, pijany gówniarz. Zginęła na miejscu, taka była siła uderzenia. Ile jeszcze wypadków musi się zdarzyć, żeby ludzie wreszcie poszli po rozum do głowy i pojęli, że po alkoholu i środkach odurzających nie jeździ się samochodem.

Kiedyś usłyszałam tekst następujący: Ty nie jeździsz po piwie? No co ty, ja to nie jeżdżę bez piwa! Ręce mi opadły i wszystko inne też. Mój Ty Boże…Wsiada taki baran za kierownicę, nie kontaktuje, w najlepszym razie rozwali samochód i zrobi krzywdę sobie, w najgorszym- niesie śmierć wokoło. I to ma być niby takie ekscytujące? Dojadę czy nie dojadę? A przechodnie? Niech uważają, to nie mój problem.

Na ludzką głupotę chyba nie pomoże nawet najlepiej skonstruowana kampania ani najpopularniejsi celebryci. Bo ośmielam się zauważyć, że dopóki pijani pseudo kierowcy sami się nie zorientują, że źle robią, nikt im tego do łba nie wbije. Oby tylko nie było na to zorientowanie się za późno….

Pani zabiła Pana…

W moim mieście ona była dość charakterystyczną postacią. Niska, chuda, wysuszona twarz, ciemne krótkie włosy, zniszczona alkoholem kobieta. Nie wiem, jak ma na imię, wiem, że raz dzwoniłam na policję i pogotowie, bo jej „facet” lał ją na rynku miasta. A ludzie stali wokół i patrzyli. Ona upadła na chodnik, siedząca na ławce ekipa meneli chichotała i dopingowała bijącego, ona mamrotała i starała się podnieść z tego  chodnika. A ludzie stali i patrzyli. Atrakcja…..Pogotowie wzięło ją do szpitala, miała podejrzenie wstrząśnienia mózgu. Poobijana wróciła po kilku dniach do swojego oprawcy.

Mieszkali w drewnianym domku za mostem, w melinie, często gęsto odbywały się tam imprezy i popijawy. Wszyscy sąsiedzi wiedzieli, że tak to wyglądało, że on ją lał jak worek treningowy, że ona chodziła do sklepu po zakupy, po alkohol też. Czasem ktoś z nią zagadał, ale zazwyczaj ona już była pod wpływem, więc nikt jej nie brał na poważnie, nawet, gdyby się skarżyła.

W tamtym tygodniu coś się w ich chatce musiało stać. Ona zniknęła, już nie widywano jej w sklepie ani na rynku, zniknął też jej konkubent. Przedwczoraj się okazało, że ona nie wytrzymała, zabiła swojego oprawcę. Nie wiem, jak, nie wiem, czemu, mogę się jedynie domyślać i domniemywać. Sąsiedzi wiedzieli, słyszeli, nikt nie zareagował. Bo co? Bo patologia? Bo jeśli on pił i ona też, to już nie zasługiwali na zainteresowanie i uwagę? Na pomoc? Czy gdybym dawno temu nie zadzwoniła na policję, to ktokolwiek by zareagował czy zatłukłby ją w centrum miasta na oczach ludzi? Ile takich tragedii rozgrywa się każdego dnia na naszych oczach?

Nie umiem sobie znaleźć miejsca, żal mi jej po prostu…..musiała być w skrajnej desperacji, skoro stało się to, co się stało…..

Słowo o Ewelince :) czyli z kogo młodzież ma brać przykład

Wczoraj byłam na spektaklu, przygotowanym przez uczniów liceum i ich nauczycieli. Zaprosił mnie Mój Luby, więc sobie przy okazji popatrzyłam na jego pracę :)

I była tam pewna pani nauczycielka, która przygotowała młodzież pod kątem tanecznym. Dziewczę, bo młoda jest, na imię miało Ewelina i jakoś od początku nie przypadłyśmy sobie do gustu. O wygląd się nie czepiam, niech się nosi jak tam chce…..ALE wyraźnie była spragniona męskiego towarzystwa. Była z gatunku tych wkurzających- rozkrzyczana, przemądrzała, wygadana zwłaszcza do facetów, taka cwaniara, z serii co to ja nie jestem i klękajcie narody. Mnie olewała odkąd tylko przyszłam, może dlatego, że z nią nie chciał nikt gadać a ze mną owszem. Jak widać nie zawsze gadka działa, trzeba mieć o czym mówić a nie tylko o seksie i tego typu podteksty….może to i bawi przez chwilę, ale powoli robi się nudne.

W każdym razie Ewelinka poczyniała sobie coraz śmielej, nawet w stosunku do uczniów. Po spektaklu polała się whisky i dopiero się zadziało, bo Ewelinka z hasłem na ustach „pi….olić, oni niedługo nie będą moimi uczniami, bo maturę zdają”ruszyła w tany na scenie z małolatami. Hasali ostro, młodzi panią obmacywali, miziali a ona była przeszczęśliwa….Nie powiem, bawiłam się i ja, bo reszta towarzystwa przesympatyczna, a najlepsze, że Mój Luby był wczoraj wybitnie i uroczo zaborczy, bo jego  dwóch kolegów wyraźnie polubili moje towarzystwo. Wracając do Ewelinki, w pewnym momencie padło hasło od jednego z podpitych małolatów :”k…a, ale bym się p….ił z panią”.

Cóż a potem się mówi, że młodzież jest niedobra….a że tak zapytam…..skąd mają brać przykład?

ps. potem się okazało, że wyżej opisana zaproponowała Mojemu Lubemu wyjście w magiczne „ustronne miejsce”……i moja obecność jej w niczym nie przeszkadzała…..