Szatańskie wybryki z kotem w tle

Po moim miasteczku krąży sam diabeł! Tak, tak, Ineczka się nie opiła, wie, co mówi! Diabeł ów krąży pod dwiema postaciami. Dzisiaj przedstawię jedną, niedługo skupię się na drugiej. Albowiem takie informacje należy dawkować, żeby szoku nie przeżyć od uświadomienia….

Pierwsza z nich to niepozorny kociak z kokardką i różową sukienką na sobie. Jeśli już wiecie, że to Hello Kitty, to wiedzcie, że coś się dzieje. Znaczy, że być może i po was ów diabeł już przyszedł. Śmiechu nie ma, ale za to jest pełna powaga w przedszkolu, prowadzonym przez siostry zakonne w moim mieście. Siostrzyczki mianowicie wydały zakaz ubierania dzieci w ciuchy z owym szatańskim kotem, mało tego, dzieci nie mogą mieć niczego, co by owego koteła na sobie posiadało- od majtek po sukienki, na spinkach i zeszytach kończąc. Powód? Ależ bardzo proszę- tadam!

„Według hiszpańskich źródeł postać kociaka została stworzona przez zrozpaczonego ojca, którego chora na nowotwór córka umierała. Ojciec, by ratować życie dziecka, zawarł pakt z demonem, ofiarowawszy za ocalenie życia swej córki stworzenie symbolu, który będzie czczony w świecie, oczywiście ku chwale piekieł. Nazwa jest następująca: Hell (piekło) ‚o’ Kitty (imię córki)’.

Najbardziej podoba mi się natomiast wyjaśnienie o braku ust owego kociaka….

W ocenie diecezjalnego egzorcysty z Białegostoku, to właśnie zdradza, iż Hello Kitty ma ścisłe związki z Szatanem. – Hello Kitty to zabawka i postać z bajki demoniczna. Na pierwszy rzut oka – sympatyczny kotek. Twórca tej postaci miał syna czy córkę… Dziecko było bardzo chore na nowotwór jamy ustnej. Poprosił jakiegoś demona o uzdrowienie. Dlatego kotek nie ma ust – wyjaśniał”

I ludzie w to wierzą! Mało tego, siostry prowadzą nawet wykłady dla tych opornych rodziców, żeby im uświadomić ich ignorancję oraz tragiczne skutki, jakie niesie obcowanie dzieci z Hello Kitty. Dzieci mogą wszak zostać przez ową opętane….na wszelki więc wypadek należy jej zakazać w katolickim przedszkolu.

Ostatnio zaś widziałam samochód z nalepką z owym kociakiem i napisem „Hello Kitty crew”. Wyobrażacie sobie, jakie moce muszą drzemią pod maską tak diabelskiego powozu? I kim musi być właściciel i kierowca owego auta, skoro jest w załodze samego szatana?

indeks

Po połowie wakacji…

Połowa wakacji za mną. To, że jestem tu rzadziej, spowodowane jest po prostu nadmiarem pracy…gdy już wracam do domu, padam….

Podsumowując miesiąc zajęć mam kilka refleksji i myślę, że poczytacie z ciekawością:

- współczesne dzieci nie umieją skakać na skakance! Na 10 owych, połowa powiedziała, że nie potrafi i nie będzie się nawet uczyć! I pomyśleć, że JA skaczę jak koza i musiałam im pokazywać, co i jak….

- mało tego- dzieci nie umieją nawet skakać przez piłkę, odbijaną od ściany- dzisiaj im pokazałam grę w kozła- rysujesz kredą na murze kreski coraz wyżej i w te miejsca rzucasz piłką a następnie przeskakujesz. Mimo 31 lat skaczę najwyżej!

- Na wycieczce tydzień temu 1/3 płakała po poparzeniu POKRZYWĄ i musiałam psikać „rany” pianką chłodzącą, którą wzięłam na wszelki wypadek po nauczce z poparzonym biodrem. Wystarczył sam widok owej pianki i od razu ustawiła się kolejka zaryczanych małolatów. Jedna się poryczała, bo ujechała na tyłku i siadła na ziemi….po lesie chodziły naokoło, żeby tylko było jak najmniej korzeni i stromych zejść

-podczas zajęć świetlicowych część się obraża na drugą część, w związku z tym ostatnio codziennie słyszą ode mnie kazania i pogadanki na temat kłótni i atmosfery w zespole (niedługo zwariuję i trzeba mnie będzie wywozić w kaftanie)

-obrażają się również te, które nie są przyzwyczajone do przegrywania i do tego, że są za małe, żeby coś robić ze starszymi. Gdy któraś nie wygrywa, idzie naburmuszona do kąta….mam taką jedną, przestałam już się przejmować jej fochami….

Więc tak mijają wakacje….jak widzicie, jest co robić :) aha- kto mi doradzał serial „13 Apostoł”? Proszę się tu przyznawać bez bicia! Wczoraj leciały dwa odcinki na Pulsie….więc obejrzałam, kurczę i nagle się okazało, że północ wybiła, jeszcze się siostra załapała, widząc mnie pod telewizorem ( bo telewizor dostałam). Na dzisiaj mamy przewidziany maraton, tym razem na laptopie…..

To nie jest kraj dla starych ludzi

Pisałam kiedyś, że moja mama pracuje w pogotowiu. Jest dyspozytorem, czyli odbiera telefony i wysyła karetki na miejsce wypadków lub wezwań. Któregośdnia a w sumie nocy, bo na nocnym dyżurze, zadzwonił facet. Łamiącym się głosem poprosił o karetkę, bo jego 85-letnia mama bardzo źle się czuła. Mama moja poszła więc po zespół wyjazdowy.

-To gdzie my jedziemy?- wszedł ,ziewając, lekarz

-Kobieta 85 lat….-zaczyna mama

-Ile? 85? Eeeee to piękny wiek, śpieszyć się nie musimy….-odpowiada lekarz

Mama zdębiała.

-Ale jak to?Nie musicie się śpieszyć? A gdyby to była pana doktora matka, to co? Też by jej pan doktor nie pomógł?- zapytała

Lekarz popatrzył, pomyślał, po czym bez słowa się zawinął do karetki….

A ja się zastanawiam, jakim prawem dokonał takiego osądu? Jeśli ktoś wzywa karetkę do starszej schorowanej osoby, to znaczy, że nie ma ta osoba prawa do pomocy? Chyba powinnam się obawiać, że gdy będę już starszą, pomarszczoną babunią, jakiś pan doktor odmówi przyjazdu do mnie, bo uzna, że jestem już tak stara, że powinnam umrzeć dla przyzwoitości. Swoją drogą zdegustowana jestem postawą szanownego pana doktora, który był w stanie pomyśleć w taki a nie inny sposób. Że co, że jeśli był na tyle zdrowy, żeby dożyć sędziwego wieku, to jest na tyle zdrowy, żeby przetrwać o własnych siłach? Straszne to jest….strasznym jest fakt, że lekarz, którego obowiązkiem i powołaniem jest pomoc ludziom, w tak chamski sposób odmówił niesienia tej pomocy staruszce. Straszne jest to, że gdyby moja mama nie zareagowała w taki sposób, nie wiadomo, czy szanowny pan doktor w ogóle raczyłby ruszyć tyłek na wyjazd.

Przetrwają najsilniejsi? Prawo dżungli dotarło do służby zdrowia?

Czy każdy ma prawo do miłości?

Ona nigdy nie wyszła za mąż. Jakoś się nie trafił żaden, którego by pokochała. No był taki. Kiedyś, dawno temu, był…ale ożenił się z inną. Takie wtedy były czasy, że młodzi nie mieli za wiele do powiedzenia. Więc posłuchał rodziców. Urodziły im się dzieci- dwóch synów i córka. Ona wyjechała do innego miasta, niby do nowej pracy a tak naprawdę nie mogła patrzeć na jego „szczęście”. Bo na pierwszy rzut oka tak to wyglądało.

Gdy dowiedziała się, że zmarła jego żona, postanowiła przyjechać na pogrzeb. Spotkali się po 40 latach. I okazało się, że chociaż mają po 60-tce, to dawna miłość ciągle w nich mieszka. Zaczęli się spotykać, w kawiarni na kawie, w parku…było im dobrze. Było jak dawniej. Ale okazało się, że jego dzieci nie były z tego zadowolone.

„Za stary jesteś, nowej żony ci się zachciewa?”, „Jeszcze ci bara bara trzeba?” słyszał z każdej strony. W kościele patrzono na nich z pogardą i prawie wytykali palcami jak wychodzili razem po zakupy. Nawet ksiądz się uśmiechał pod nosem, gdy pewnego razu przyszli do kancelarii.

„No, no, że też jeszcze macie siłę”- zabłysnął humorem. Wyszli z kancelarii z mocnym postanowieniem, że się nie dadzą sprowokować. I że będą walczyć o siebie i swoje uczucie. Bo już raz się stracili z oczu.

Wzięli ślub, zamieszkali razem. Ludzie w końcu ucichli, bo nagle znaleźli sobie inne tematy.

Zastanawiam się, dlaczego wydaje się nam dziwne, że starsi ludzie zakochują się w sobie i chcą być ze sobą? Większości nie razi nas miłość nastolatków, młodych ludzi a oburzają się tak często widokiem starszych zakochanych….A przecież każdy ma prawo do miłości, w każdym wieku. Choćby miała trwać chwilę…..

O tym, jak mnie wczoraj wystraszono….

Wczorajszy wieczór. Padał deszcz, za oknem szaro i ponuro, cisza w domu. Siedzę sobie w pokoju, nagle słyszę głosy…..najpierw ciche, stopniowo coraz głośniejsze. Zamarłam, bo najpierw słyszałam, że pies szczekał, ale co tam, uznałam, że na pewno fałszywy alarm. Przez głowę przemknęły mi najgorsze scenariusze. Oto zostałam napadnięta! Zebrałam się w sobie i z duszą na ramieniu zeszłam na dół….schodek po schodku….

Na środku stołu leżał jak długi mój rudy kot, z wdziękiem przeciągając się na pilocie do telewizora i wlepiając ślipia w TVP Info…..

Zdolna ta moja bestia :)

Życie jest nowelą

No a dzisiaj będzie o serialach :) Przyznać się ,kto ogląda seriale? I jakie? Bo jakoś się do owego faktu nikt przyznać nie chce, ale każdy wie, kto i z kim w którym serialu. „M jak miłość” nikt nie ogląda, ale  śmierć Hanki w kartonach komentowało 90 procent populacji w naszym kraju. Ryśka z Klanu też nikt nie zna, ale po uśmierceniu owej postaci pojawiło  się tysiące memów i demotywatorów. Czyli jednak oglądamy! Nie mówiąc o nieszczęsnej Krystynie Lubicz również z serialu Klan, która umarła zdaje się w drodze powrotnej z kliniki do domu. W samolocie na rękach córki. Gdzieś widziałam wywiady z kobitkami, co Klan oglądają i nad nieszczęsną Krystyną płakały rzewnie. I to jest dopiero fenomen. Bo my się z bohaterami serialu nie dość, że utożsamiamy, to jeszcze jesteśmy przekonani, że dany aktor i posta, którą gra, to jedno. Więc Małgorzata Kożuchowska już na wieki pozostaje Hanką a Piotr Cyrwus- aktor teatralny- przez większość został zaszufladkowany jako Rysiek.

Są tacy, którzy każdy dzień zaczynają od ulubionego serialu. Serialowe życie jest cudowne i idealne, czyż nie jest to intrygujące, jak bohaterowie seriali mają rano mnóstwo czasu na wspólne rodzinne śniadania? Zawsze sobie o tym myślę, gdy swoje śniadanie montuję z jęzorem na brodzie, bo znowu zaspałam. Oglądanie serialowego życia daje również poczucie bezpieczeństwa. Na zasadzie- u mnie jest kiepsko, ale będzie mi lepiej, jak zobaczę, co u moich ukochanych bohaterów.

Można się też rzucić w wir seriali, zapominając o swoich problemach. Sprawdzone! Gdy rozstaliśmy się z A. bo jakoś tak kiedyś wyszło, machnęłam ze trzy sezony Gry o tron w ciągu tygodnia! I jeszcze dołożyłam sobie Wikingami i Pretty Little Liars w międzyczasie! Myślałam tylko o tym, co w kolejnych odcinkach i sezonach. Więc wiecie…zawsze to jakaś metoda….

Ale najlepsze jest to, że ludzie tak bardzo się utożsamiają i zżywają z serialowymi bohaterami, że potrafią ich imiona nadawać swoim dzieciom. W czasach dawnych , w latach 80-90-tych królował serial o niewolnicy Izaurze. Ponoć mnóstwo dzieci w tamtych czasach tym właśnie imieniem ochrzczono. Bogu dzięki nie mnie. No bo co to za niefart, gdy dostaje się imię „jednorazowe”? Izaura, czy może jakaś tam Milagros? Czy insze jeszcze cuda….Szał :)

Generalnie mało kto otwarcie mówi „tak, oglądam”. Jak z disco polo- nikt nie ogląda, każdy kojarzy. Śmiech na sali. Więc przyznaję, że owszem oglądam. Z polskich seriali oglądam „Na dobre i na złe”, bo mnie siostra zaraziła( wiem, że to przeczyta, więc specjalnie piszę), oglądałam „Prawo Agaty” i co tam jeszcze? A „Lekarzy” oglądałam. Obejrzałam prawie wszystkie sezony „Gry o tron” oprócz ostatniego, bo jakoś na wakacjach paradoksalnie mniej czasu. Oglądam „Pretty Little liars”- polecam wszystkim, naprawdę fajnie się ogląda! No i Wikingów oglądam….ehhh. Z nieukrywaną zazdrością obserwuję, że zagraniczne seriale zdecydowanie się różnią od rodzimych. Przede wszystkim POMYSŁEM i dopracowaniem szczegółów. Seriale produkcji HBO biją wszystkie na głowę, coraz więcej topowych aktorów w tychże serialach gra, więc jest na co patrzeć :)

A wy? Co oglądacie?

O sztuce robienia ludzi w balona

Dzwoni telefon, odbieram:

-Dzień dobry, dzwonię z firmy …..chciałam zaprosić Panią na bezpłatne badania w domu kultury w Państwa mieście, dnia tego i tego o tej i o tej

- Ale ja nie jestem zainteresowana, dziękuję, do widzenia- rozłączam się grzecznie.

Ale zaczynam myśleć intensywnie. Bezpłatne badania? W domu kultury?Niemożliwe! Ale spoko, i tak akurat będę wtedy w pracy, więc rzucę okiem.

No i przychodzę do pracy, tłumy ludzi, w większości starszych, schorowanych. Zdecydowana większość przywieziona albo przez rodziny, albo autobusami. Biedni, prości ludzie, którym ktoś wcisnął, że mogą uczestniczyć w „badaniach”, w dodatku bezpłatne. Starsi ludzie, którzy ufaj a tym, którzy do nich dzwonią i zapraszają, są mili i uprzejmi. Nie wiedzą, że za tę uprzejmość tamci biorą kasę a oni są ofiarami. Bo przyjdą, tamci ich przebadają, jeszcze wynajdą nie wiadomo, jakie choroby a na koniec upchną swoje lekarstwa albo komplet pościeli z wełny wielbłąda czy innego parzystokopytnego. A ludzie wierzą….nie zapomnę widoku staruszki, wiezionej na wózku przez syna zapewne. Kobietka zapytała, czy mogę ją pokierować na spotkanie z lekarzem….więc ja na to, że to nie żaden lekarz, że nie badania, że to ściema. Popatrzyła, pokręciła głową…ciekawe, co jej obiecali? Syn skomentował odpowiednio i odjechali. Ale ile takich naiwnych ludzi daje się nabrać na wyuczone frazesy? Żal….żal, że się ludzi starszych nabija w butelkę i wykorzystuje chorobę i słabości do własnych celów….Jak świat światem….tylko zmieniają się metody i reguły….

Mój manifest

Jestem wstrząśnięta tym, co oglądam w telewizji….wstrząśnięta tym, co dzieje się na miejscu katastrofy samolotu….pomijam bestialskie zestrzelenie i morderstwo (bo to jest morderstwo) prawie 300 niewinnych nikomu i niczemu ludzi….ale to, co terroryści robią z ludzkimi ciałami jest odrażające i poniżej jakiegokolwiek poziomu. Ludzkie ciała, leżące w bezładzie na ziemi albo pod plastikowymi workami, zbierane przez terrorystów, okradane i wywożone. Kim trzeba być, żeby robić takie rzeczy? Kim trzeba być, żeby robić sobie zdjęcia z dziecięcą maskotką?Kilku facetów w mundurach i papierochami w gębach i ta pluszowa małpka? Jej właściciel nie żyje….Kim trzeba być, żeby okradać zmarłych i używać ich kart kredytowych? Kim trzeba być, żeby nie pozwolić na dotarcie do prawdy?

Przestańmy mówić, że to separatyści! To rosyjscy terroryści i nie miejmy co do tego wątpliwości….

A świat nadal „patrzy z niepokojem”

Nigdy się z tym nie pogodzę…..

W czasie wakacji dzieci się nudzą

Od poniedziałku zaczęły się zajęcia dla dzieci :)  Zajęcia te prowadzimy trzy dni w tygodniu przez 2 godziny. Jestem póki co zadowolona, ale i lekko obolała :) Bo wczoraj zgarnęłam całe towarzystwo przed budynek, wzięłam piłkę, skakanki i kredę. Czyli wakacje czasów mojego dziecięctwa, moi drodzy ! Graliśmy w kolory, w zbijanego, w „raz dwa trzy baba jaga patrzy”. Małolaty aż piszczały z radości jak się im udało skuć panią. No i podczas gry w zbijanego nabawiłam się kontuzji. Aż wstyd. Bo wyskakiwałam po piłkę i krzywo zeskoczyłam, cosik mi chrupnęło w prawym biodrze. Udałam oczywiście, że nic to, ale łzy mi w oczach si pojawiły i gwiazdy się objawiły…..do wieczora chodzenie było dawkowane w ilości znikomej. Najgorzej jak sobie zasiadłam i należało się podnieść…..ojjjj. Dzisiaj jest już trochę lepiej. W związku z tym czekam na dzieciaki i pewnie znowu będziemy tłuc w piłkę :) Mój A. litościwie popatrzył i skomentował „no tak, jeszcze drugie biodro sobie naciągnij….”. A co tam, ważne, że maluchy mogą poszaleć, bo przecież tyle ich ! A ja w spodenkach, bawełnianym podkoszulku i tenisówkach wcale się nie czuję poważną panią instruktor :) Raczej szaleję razem z nimi :)

W poniedziałki mamy zajęcia plastyczne, we wtorki świetlicowe i na świeżym powietrzu, dzisiaj pokaz talentów :) Za tydzień w środę idziemy do pobliskiego parku. Na piechotę oczywiście ! Tak sobie wymyśliłam- jestem tu pierwszy raz podczas wakacji, więc niech dzieciaki mają część mnie na tych wakacjach. Weźmiemy książki, poczytamy pod drzewami, mój A., który ma kompas w głowie i jest zaprawionym turystą, nas poprowadzi nieco okrężną drogą.

Takie wakacje to ja rozumiem ! :)

Kobieta ma prawo

Oglądając wczorajsze Wiadomości i informacje na temat profesora Chazana, widząc protesty ludu wiernego, zastanawiałam się, w jakim kraju my żyjemy? Ano w takim, w którym jakiś pan profesor ma prawo decydować za kobietę, która chciała dokonać legalnej, powtarzam LEGALNEJ aborcji. Mało, że pan profesor, pod szpitalem zebrała się cała banda oszołomów, wielce oburzonych postępowaniem najpierw kobiety, potem decyzją o zwolnieniu z pracy ich bohatera. Zbawiciela ludzkości. Profesor uratował wedle nich ludzkie życie. Jasne, uratował….pozwolił, żeby na świat przyszło ciężko chore dziecko, z wadami, które pozwoliły mu na przeżycie zaledwie 10 dni. Deformacje dziecka były podobno tak poważne, że nie miało ono połowy głowy. Jego matka zaś po wszystkim wpadła w depresję. Czyje życie zatem profesor uratował? Odmawiając kobiecie legalnej aborcji, pokazał, kto tu rządzi. Klauzula sumienia niby….a co z sumieniem kobiety? Przecież każda kobieta ma własne sumienie, własne wartości, które wyznaje. Ona miała PRAWO do podjęcia decyzji o usunięciu ciąży, tym bardziej, że miałoby się to odbyć legalnie. Zasłanianie się terminami i papierami spowodowało, że nikt pacjentce nie pomógł, nikt jej nie odesłał do innego szpitala czy lekarza. A do tego też miała prawo.

Nie zrozumcie mnie źle….wiem, że dzieci są cudem, że czytają to mamy i przyszłe mamy. Ale uważam, że w cywilizowanym kraju, a za taki chce uchodzić Polska, nikt nie ma prawa narzucać nikomu swojego zdania i poglądów. Aborcja to zawsze traumatyczne przeżycie, ale często jedyne słuszne. I teraz się pewnie jeszcze bardziej narażę, ale uważam, że kobiety powinny mieć  szansę dokonania jej legalnie. Mieć szansę nie oznacza, że mają taki obowiązek. Kobieta wierząca i praktykująca pewnie nigdy by się nie odważyła na taki krok, ale….ale co z kobietami, które są np.ateistkami i nie podporządkowują się decyzjom Kościoła? Co z nastolatkami, gwałconymi przez kuzynostwo? Czy im też nie wolno pomóc? Jeśli nie dokonają zabiegu w kraju a mają kasę, pojadą za granicę, jeśli nie mają, jest opcja, że za jakiś czas usłyszymy o kolejnym martwym dziecku….Kłócimy się o eutanazję, ale czy mamy prawo z drugiej strony decydować o macierzyństwie kobiet?

I jak teraz będzie wyglądało życie tej kobiety, której pan profesor odmówił zabiegu? Uratowano jedno życie….ale życie matki już nigdy nie będzie takie samo….życie za życie…