Prawo jazdy- kabaret dla odważnych

Miał być przepis w sobotę, ale rypnęłyśmy się z siostrą w przepisie. Ciasto powstało więc po raz drugi w poprawnej wersji :) Więc przepisu wypatrujcie w sobotę :) Generalnie weekend minął średnio, zwłaszcza sobota. To był dzień , w którym denerwowało mnie wszystko….począwszy od drobiazgów, skończywszy na tym, że mój A. oczywiście był znowu niezwykle zapracowany i dla mnie czasu nie miał. No cóż…więc wczoraj po prostu się zapakowałam i pojechałyśmy z Młodą na konie- znaczy ona na trening, ja do pomocy i miziania końskich chłopaków :) Więc w końcu było tak, jak miało być.

I właśnie dzisiaj wyczytałam, że szykują się kolejne zmiany w egzaminach na prawo jazdy. I się zdziwiłam. Bo można jeszcze coś zmienić? Oprócz tej parodii, która się odbywa obecnie? No proszę was, nie mówcie, że to, co się dzieje w ośrodkach egzaminacyjnych nie zakrawa na aferę większą niż ta z przedwczoraj wykryta przez „Wprost”. Pomijam kurs jazdy, bo to akurat było super doświadczenie. Z moim instruktorem jeździliśmy wszędzie, dosłownie wszędzie. Jazda po mieście to nie były tylko utarte drogi i dróżki, trasy egzaminacyjne, to były galerie handlowe (musisz zobaczyć jak wjechać jako kierowca), parkingi pod lotniskiem (inaczej jak jesteś pasażerem, inaczej jak kierowcą) Zero darcia się z powodu niezrobienia czegoś. Raczej- to nie wyszło, więc spróbuj inaczej.

Najgorzej wyglądała teoria. Kiedyś się dostawało zestaw pytań, się uczyło i wio. Nie mówię, że to było dobre. Ale pytania, jakie ja miałam na egzaminie teoretycznym zakrawały o kpinę. Przykład? Proszę bardzo: „Podaj wymiary tablicy rejestracyjnej w samochodzie osobowym”. A na cholerę mi to? Albo równie inteligentne: jest filmik z ludźmi stojącymi na przejściu, oni mają czerwone, ja jadę. Pytanie brzmi: czy będę uważnie obserwować otoczenie i przechodniów, stojących po bokach? Odpowiadam, że tak. Okazuje się, że błąd, bo wymyślający pytanie uznaje, iż skoro oni mają czerwone, to nie ma bata, żaden nie wylezie na przejście i mogę jechać i nie patrzeć uważnie. Zasięgam rady instruktora, mówi, że chore pytanie, bo to, że ja akurat chcę patrzeć uważnie i na nich, nie sprawi żadnej szkody ani zagrożenia w ruchu drogowym nie stwarza. A co, jak się któryś z przechodniów zagapi albo nie zauważy, że ma czerwone, albo jest daltonistą? A no i jeszcze są te magiczne filmiki. Dopiero jest teatrzyk! Filmik możesz obejrzeć tylko raz, w tempie narzuconym przez wymyślającego pytanie, cofnąć, zatrzymać nie możesz. No i tak- najpierw czas, w którym się zapoznajesz z pytaniem, potem czas, w którym leci filmik, potem czas na udzielenie odpowiedzi. Trzy czasy! Obłęd! I pytania posegregowane według ważności -za 3, 2 i 1 punkt. Możesz równie dobrze źle odpowiedzieć na 3 pytania za 1 punkt i zdać a możesz się rypnąć w dwóch za 2 punkty i leżysz. Tym sposobem do egzaminu teoretycznego podchodziłam 4 razy! Obryta i obkuta z przepisów, kodeksu i zasad na blachę, z każdej strony, że w nocy o północy. I najlepsze- wracamy po zdanej teorii, padło magiczne pytanie o tablicę rejestracyjną, jadę przez moje miasto, przejście, mam zielone, piesi czerwone i co? Na przejście włażą dwie licealistki, nie patrząc na kolor światła! Patrzę na instruktora, myślę, co w tej sytuacji zrobiłby pan egzaminator….pytania pytaniami, życie weryfikuje wszystko.

Cześć teoretyczna zdana, teraz praktyka. W noc przed egzaminem nie mogę spać, trzęsą mi się ręce i żołądek wariuje. Rano zawozi mnie Młoda, w poczekalni dostajemy małpiego rozumu. Z nerwów oczywiście. Wywołują mnie, idę, wsiadam, losuję pytania. Pokazuję, gdzie są światła, płyny, ok. Egzaminator na mnie burczy i wcale nie wysiada z auta, jak robią to inni, gdy zdający się przygotowują. Nie, ten siedzi obok i zadaje miliony uszczypliwych pytań. Jestem tak przerażona, że trzęsie mnie już nawet nogami. Na końcu stwierdza, że wkradł się między nas jakiś błąd komunikacyjny i wysiada z samochodu. Tym sposobem oblewam na najprostszym na świecie łuku. „I tak miała Pani fatalnie ustawione lusterka, więc dobrze, że nie wyjechaliśmy na miasto, bo bym się bał”.

Nie dam się ! Za drugim razem jadę spokojniejsza, wywołana czuję niepokój, bo zapamiętałam numer samochodu….patrzę- ten sam egzaminator! O w mordę jeża kopanego! On udaje, że mnie nie zna, więc jest dobrze. Plac zdany, jedziemy na miasto. Pytania typu „czemu tak szybko”, „czemu tak wolno” puszczam jednym, wypuszczam drugim, dostosowując się do znaków a nie do niego. Jeżdżę 40 minut bezbłędnie, w pewnym momencie on rzuca hasło, że skręcamy. Nie zdążam zmienić pasa na prawidłowy do skrętu w prawo…..koniec. Przesiadka. „Gdyby pani pojechała prosto, zdałaby pani a tak….no ja za panią głowy nie będę nadstawiał”. Ryczę jak głupia, tym bardziej, że mnie chłop pociesza, że on widzi, że ja umiem jeździć i że mi obiecuje, że następnym razem się uda. A całuj mnie w „obiecuję” !!!

Trzeci raz….prawie się spóźniam na plac, z tego wszystkiego nie zdążam się zdenerwować. Plac zdany za pierwszym razem śpiewająco, jedziemy na miasto, już mi wszystko powiewa. „Powinna pani jeździć bardziej dynamicznie”- burczy kolejny, tym razem inny egzaminator. „Myślę, że tego się nauczę wraz z praktyką podczas jazdy, może za jakiś czas, gdy pojeżdżę więcej”- odpowiadam burakowi.  „A czemu tak wolno?” „Bo nie znam tej drogi, nie chcę szarżować”- oaza spokoju ze mnie. Kierowcy, widząc, że egzamin, ustępują mi dwa razy pierwszeństwa ku niezadowoleniu egzaminatora. Jeździmy, parkujemy, on ciągle pyta, nagle mi gaśnie auto. Jak gdyby nigdy nic włączam, odpalam, jedziemy, bez mrugnięcia okiem. Miliony pytań typu „a dlaczego, a po co…”. Ale się nie przesiadamy, dojeżdżamy do WORD-u. „Popełniła pani kilka błędów” Świetnie, już po mnie….”Ale nie są to błędy rażące, zdała pani”- rzuca mi kartkę przed nos, wysiada, trzaska drzwiami. Do tej pory pamiętam tą ulgę i radość….że jak to? Że się w końcu udało! Po tylu nerwach, stresie, nieprzyjemnościach w końcu mam !

Zastanawiam się tylko, czy to utrudnianie i stresowanie kursantów ma cokolwiek na celu? Czy spowoduje, że w naszym kraju zmniejszy się np. liczba pijanych kierowców albo bandytów typu Frog z białego BMW, który w nosie miał Policję i wszystkich go ścigających? Czy osoba, wymyślająca tak durne pytania egzaminacyjne ma w ogóle poczucie, że te filmiki niekoniecznie są tożsame z rzeczywistością na drogach? Czy zamiast robić kabaret w ośrodkach egzaminacyjnych nie lepiej zmienić polskie prawo i zacząć kierowcom wymierzać surowsze kary? Szczerze? Gdybym miała znowu zdawać egzamin na prawko, to wątpię, żebym do niego podeszła….nie dlatego, że nie umiem i nie znam przepisów, ale dlatego, że zasady zdawania są nieludzkie. Zdający egzamin nie musi umieć jeździć ekonomicznie i dynamicznie, do cholery! Ma na to całe życie, żeby się nauczyć, przecież nawet doświadczeni kierowcy mają często z tym problem.

A jak u was z tym prawem jazdy było?

1368829741_nssouv_600

81 myśli nt. „Prawo jazdy- kabaret dla odważnych

  1. Ja prawko zdawałam zaraz po swojej 18stce, a że było to aż 5lat temu (czuje się staroo ;P ) to ominęły mnie te wszystkie udziwnienia i zdawałam na tzw. starych zasadach. Co nie zmienia faktu, że najadłam się strachu i poobgryzałam wszystkie paznokcie widząc minę egzaminatora idącego w moją stronę ;)

  2. A ja ze względu na swoje zaburzenia koncentracji nawet nie próbuję. Może bym i zdała, ale utrzymywanie koncentracji przez czas dłuższy niż 15 minut jest dla mnie mordercze. Musze sobie zrobić przerwę. Samochodem musiałabym bez przerwy zjeżdżać na parkingi. :) Wiem, że to nie dla mnie.

    • To byś się nie najeździła z tymi ciągłymi przerwami….ale ciesz się, przynajmniej egzaminacyjna trauma Cię ominęła i ominie :)

  3. jestem kierowcą już kupę lat, i jak tak czytam takie opinie o obecnym egzaminie, to nie wiem, czy bym w ogóle go zdała… w całej Unii nie ma tak rygorystycznych przepisów jak u nas :( a Prawka oczywiście gratuluję!!!… i nie pozwól GO sobie odebrać ;)

    • mam je od pół roku dopiero, więc nie mam zamiaru dać sobie odebrać….chociaż patrząc po tym, co nasza policja wyprawia….

  4. Kurs to ja mam skończony he he odwagi brakło na egzamin po tym co się słyszy a ja taka wrażliwa jestem, że przy pierwszej ironii bym sie popłakała i nie nadawała się do niczego…

    • bo ja się zawzięłam i po prostu musiałam zdać ! a jak nie musisz, to kiepsko bywa, faktycznie- albo się zaweźmiesz i uprzesz, albo nie zdasz….

  5. Ja miałam to szczęście,że zdawałam kilka lat temu i nie było jeszcze zmian i tego wszystkiego. Wszystko to chyba po to by ograniczyć produkcje kierowców. Bo trzeba przyznać,że jest ich mnóstwo, klasami się chodzi i czasem Ci co zdadzą prawko nawet nigdy nie jeżdżą :P Ale i nowe przepisy od czerwca weszły, bardzo łatwo stracić prawko. Ja je mam, przepisów przestrzegam i jest mi z tym bardzo dobrze :P Niech martwią się piraci drogowi :P

    • ja tam się też nie martwię, tylko wydaje mi się, że zamiast utrudniać zdobycie go powinni raczej zaostrzyć stare przepisy…..tylko znowu z zachowaniem zdrowego rozsądku a o to najtrudniej

      • Ale te ułatwianie nie wychodzi dobrze :P Bo wiesz jacy są na drodze? Gówniarze? Powinni opanować właśnie to i chyba starają się. Bo mówię. Teraz po 30 osób idzie na kurs (całą klasą) :P nie wiem czy to takie super, że mamy tyle kierowców. Choć mój kolega sześć razy zdał na prawko bo 5 razy już mu prawko zabrali :P ostatnio rok temu zdawał, zawsze za pierwszym razem, potrącił dwa razy mężczyznę i w ogóle… Jest wypadkowy. Więc teraz pomyśl jak każdy łatwo dostaje prawko :P

  6. ja zdawałam cztery razy, za 2 i 3 mialam tak nie przyjemnego egzaminatora ktory caly czas komentowal to ze mam 18 lat i mi sie w dupie poprzewracalo (tak jak innym 18-latkom) ze chce samochodem juz jezdzic. za pierwszym oblalam z wlasnej winy, ale w koncu zdalam :)

  7. teraz mam 52,wiec prawo jazdy robilam jakies …o boze 35 lat temu,czas leci….na szczescie ominely mnie te wszystkie chocki klocki,pamietam ze nie mialam niczego na placu manewrowym,zadnego cofania czy parkowania,kawalek jechalam i koniec,stresu zadnego,z teorii pamietam ze na wstepnym egzaminie nie mozna bylo zrobic zadnego bledu ale na wlasciwym juz bylo mozna,do tej pory pamietam glupie pytania odnosnie budowy silnika…roznica miedzy dwusuwowym a czterosuwowym…do tej pory nie wiem,ja mam jezdzic a od silnika to ja mam mechanika,…moze jestem blondynka ale kolo zmieniam w 15 minut,pozdrawiam

  8. Ja zdałam prawo jazdy półtora roku temu, jeszcze „po staremu” na szczęście :) Teoria za pierwszym, praktyka za drugim (za pierwszym tez oblałam plac :)) W tym samym czasie zdawał również mój narzeczony teoria również za pierwszym z praktyką dużo gorzej. Podchodził 8 razy i nadal nic. Stwierdził, że ma dosyć stresu i tego wszystkiego więc dał sobie spokój. Próbuje go przekonać, żeby próbował, póki co jest strasznie uparty, ale mu nie odpuszczę. Wiem, że umie jeździć, bo miałam okazje być na jednej z jego jazd, no ale kursant jest na łasce egzaminatora.

  9. U mnie było tak, że jeszcze nic nie było :D I nie wiem czy będzie.. nigdy mnie do tego nie ciągnęło, odczuwam wewnętrzny lęk podczas jazdy i nie ufam kierowcom, jak wiec miałabym jeździć? Na pewno z prawkiem łatwiej jest żyć, może inaczej – wygodniej, ale ja najpierw musiałabym pozbyć się swoich lęków, obaw.

  10. a ty myslisz ze na drodze w sytuacji zagrozenia bedziesz miala AŻ 25 sekund, tak jak na filmiku? Nie, bo wtedy sa to ulamki sekund. Widze ze posiadanie prawa jazdy w twoim przypadku nie czyni cie kierowca.

    • oczywiście, że nie czyni….ale jeżdżę na tyle sprawnie, że nie powoduję ani zagrożeń, ani niebezpieczeństwa dla nikogo….i ułamki sekund na drodze troszkę się jednak różnią od kiepsko nagranego filmiku na egzaminie….pozdrawiam

    • Na pewno nie ma 25 sekund… Ale zdając egzamin i potrafiąc odpowiedzieć na pytanie w tym czasie mam większe szanse na szybką reakcję w ruchu drogowym, niż sierota, która po pierwsze nie rozumie prostego pytania, a następnie nie potrafi na nie odpowiedzieć w takim czasie…
      A Ciebie krytykowanie innych czyni kim? Lepszym człowiekiem w swoim mniemaniu? Typowy trolling.

  11. Jeej, „góra” twierdzi, że pytanie o wymiary tablicy jest plotką i nie ma w ogóle w bazie takiego wynalazku, a tymczasem prawie każdy trafia na to nieszczęsne pytanie – a przynajmniej tak twierdzi. Ktoś tu kłamie.

    Tym niemniej, skoro plota jest powtarzana od dłuższego czasu, to może zdający trzepnąłby się w beret i wrył sobie do głowy te nieszczęsne wymiary?

  12. Sprawa jest prosta. WORDy żyją z opłat egzaminacyjnych wnoszonych przez zdających. A więc im więcej razy podchodzisz, tym lepiej dla WORDu.

  13. Nie zgodzę się, że wszystko w nowym systemie zdawania prawa jazdy jest złe. Uważam, że testy są dobrze wymyślone, nastawione na szybką reakcję – jak w ruchu drogowym, nie ma czasu pól godziny myśleć co powinno się zrobić. Albo wiesz i jedziesz, albo nie wiesz i stwarzasz zagrożenie. Owszem część pytań jest idiotyczna, ale to mała część. Reszta to wiedza i logiczne myślenie. Zdałam egzamin wewnętrzny w szkole jazdy za pierwszym razem na 100%, potem powtórzyłam to na właściwym egzaminie w WORD. Praktyka też za pierwszym razem. Był stres, kilka błędów, ale się udało. A nie wierzyłam w to od początku, bo się panicznie bałam samochodu (trauma po wypadku).
    Uważam, ze im ostrzejsze wymagania, tym lepiej. Wyeliminują wariatów i idiotów, którzy nie potrafią ogarnąć przepisów. Selekcja na wstępnie, a nie dopiero w ruchu drogowym, gdy stwarzają zagrożenie. Prawo jazdy to przywilej, nie obowiązek. Nie każdy musi je mieć. Zwłaszcza, gdy jest za mało kumaty i nie ma do tego predyspozycji.

  14. czytajac jak to zdawałas prawo jazdy widziałem siebie zdawałem w wieku 39 lat matko boska jak ja sie denerwowałem i do tego jeszcze ta moja wrodzona wyrozumiałość sklęsła kiedy ten łotr egzaminator w drugim podejsciu (( pierwsze oblałem na łuku ) tam mnie trzęsła febra z nerwów, ze nie wiedziałem co czynie -egzaminator uciekał – abym go przypadkiem nie przejechał a Bóg mi światkiem miałem ochote:) i to jeszcze jaką. po przejechaniu bez mała całego mista ci..łotr
    stwierdził ze jezdzę mało dynamicznie i mnie oblał – cholera przez niego wróciłem wtedy do palenia. Trzeci raz tajk jak u Ciebie totalna olewka – bedzie co będzie! i co? stało sie zdalem nawet sie troszke dziwiłem:) ze co? ze jak? zdałem :) Faktyczie tak naprawde to nuczyłem sie jeżdzic dopiero własnym samochodem i po pierwszej kolizji z bamą :D:D Próbowałem jechac jak nas uczono skrecic w bramę i bedzie git a tu co chała brama wjazdowa zrobiła sie jakas taka wąska i ciasna ze całe prawe przednie drzwi były do wyklepanie:) Nie wspominająć tego ze z nerwów siągnołem tę cholere aby nie kaleczyc dalej lakieru mojego „mochodzika”
    kosztowało to troche i od tej pory juz moj wewnętrzny „księgowy” mowił mi jak jechac. Ale tak naprawde nauczyłem sie jezdzic (chociaz dobrze) jak przejechałem 50 tysięcy kilometrów w cigu 8 miesiecy Taka praca była i chociaz teraz juz mam na koncie przejechane 200 tysiecy km yo nadal uwarzam \ze jezdzę tylko dobrze:)

  15. Co do egzaminatorów.
    Czytając, przypominało mi się jak ja zdawałam egzamin na prawo jazdy i trafiłam 3 razy pod rząd na tego samego egzaminatora… ;)

    Co do nowych przepisów uważam, że część z nich jest po prostu niepotrzebna jak np. nowi kierowcy będą musieli podejść do kolejnego egzaminu bądź kursu już nie pamiętam po pół roku jazdy. I po co to komu?

  16. witam ja dwa razy oblalam na luku ,raz bo zahamowalam(facet chcial przebiec na druga strone dwupasmowki-70/godz),wpiatek oblalam [o raz kolejny .a to jade za wolno (ograniczenie do30),to znowu nie powinnam sie byla zatrzymac przed przejsciem ,dowiedzialam sie ze nie znam przepisow -a zdalam74/74 :) najlepsze jezdzilam kilka razy jedna ulica a na koncu powiedzial ze zajechalam facetowi droge a samochod byl tak daleko ze widzialam tylko jego dach reszta czysto wiec jak to mozliwe;

  17. Witaj. Chodziłam na kurs chociaż nie chciałam, zapisali siłą. Trzy razy nie zdałam i koniec. To nie dla mnie. Dwa razy uratowałam kumpli bo w nocy po zabawie wiejskiej odwiozłam ich do domu, było to na wsi. Wolałam zapłacić grzywnę lub jakąś karę niż iść na pogrzeb. Na szczęście udało się, fakt 20 km jechaliśmy około pół godziny ale wszyscy byliśmy cali i zdrowi. Jak czytam nieraz o tych egzaminach to mam wrażenie że to wymyśla chyba ktoś kto posiada kierowcę. Więc wolę nie mieć prawa jazdy. A jak napisałaś o wymiarach tablicy to przypomniało mi się że jak mój tata zdawał egzamin to musiał znać budowę silnika;-)

    • To pewnie tak jak i ja zdawał teorię ustnie a nie na testach. Wtedy też zdarzały się pytania z „kosmosu” . Oto jakie pytanie usłyszałem od egzaminatora w L.O.K. ” Na jaką głębokość ma być wkopany znak drogowy?”. Wbrew pozorom nie jest to takie głupie pytanie ale ciekaw jestem waszych odpowiedzi na nie. Zaznaczam, że moja była błędna ale i tak zdałem

  18. Nie mam prawka, bujam się komunikacją miejską i tak już pewnie zostanie.
    Boję się jak jasna cholera i uważam, że się po prostu do tego nie nadaję.
    Nigdy nawet nie próbowałam, ale tak czuję.
    Chociaż wiem, że jest mi ono niezbędne bo przy małym dziecku prawko to spore odciążenie. Zawsze kiedy wracam z zakupów obładowana jak wielbłąd klnę pod nosem, że bez auta zakupów robic nie będę :P
    Masakra! :)

    • ja w sumie to zostałam trochę zmuszona, bo musiałam dojeżdżać do pracy….na wieś znaczy się….i dobrze, że mnie przycisnęło :)

  19. Zgadzam się z autorką w 200%. To co się dzieje to czysty kretynizm. Ja trochę za szybko jeździłem (punkty) i po prawie 40 latach musiałem zdawać na nowo. Dwa razy podchodziłem do teorii i trzy do praktyki. Przy drugim podejściu nie wyjechałem nawet z placu bo nie kręciłem głową jak pajac tylko patrzyłem w lusterka – w końcu po to są.W dniu, w którym zdałem egzamin zaliczyło nas dwóch – ten drugi jak ja z praktyką – na ok. 30 zdających. Jedyna pociecha to to, że już nie mierzy się linijka odległości zaparkowanego samochodu od krawężnika – bo takie cuda tez bywały. powodzenia

    • Podczas łuku trzeba patrzeć w lusterka i raz odwrócić głowę do tyłu, żeby egzaminator zobaczył ten ruch – tyle! Zawsze łatwiej zrzucić brak swoich umiejętności na czepliwość innych. Przerażające jest to, że ludzie z wieloletnim stażem nie potrafią zaliczyć prostych manewrów. Każdy ma swoje nawyki, ale podstawowych rzeczy nie powinno się zapominać. Z resztą za „niewinność” prawka się nie traci, a już samo to mówi za siebie.

      • Fakt…..za niewinność jeszcze nikt prawka nie stracił….no cóż, nie mnie tu krytykować i osądzać….w końcu zdobycie prawka nie czyni mnie kierowcą, więc….wszystko przede mną

  20. Prawko zdawałam w listopadzie 2012 (teoria – chciałam zdążyć przed zmianami ;)) i 2 stycznia 2013 (praktyka). Jedno i drugie udało się za pierwszym razem – do dzisiaj nie wiem jakim cudem. A właściwie wiem – po prostu miałam genialnego instruktora. Pan Mareczek wyszkolił mnie na placu jak małpeczkę – łuk i górkę powtarzałam do „urzygania” :) Na egzaminie trafiłam na bardzo sympatycznego instruktora – siedział cicho, nie stresował a na koniec wytknął mi błędy ale podkreślił że popełniałam je tylko raz – za drugim razem robiłam już wszystko prawidłowo. Słowa, że zdałam to była największa niespodzianka w życiu – tym bardziej, że przed egzaminem wyjeździłam tylko 30 godzin, a przed kursem nie wiedziałam który pedał to sprzęgło ;)

  21. Ja prawko zdawałam trzy razy… i trzy razy oblałam (w tym raz za mój niewyparzony ryjok). Było to jakieś cztery lata temu. Zrezygnowałam, bo wtedy nie miałam czasu, a dziś żałuję… Polak mądry po szkodzie. Próbuję się zabrać znów za to, ale coś mnie paraliżuje za kierownicą:(

    • Znam to uczucie…ja też miałam kilka lat temu próbę, ale zrezygnowałam ze strachu…..ale wiem po sobie, że któregoś dnia się przemożesz i dasz radę. Dlatego ja ze swojego jestem dumna, choć już przeczytałam w komentarzach, że nie powinnam i że jestem tępa i niekumata….

  22. No ja zdałem za pierwszym razem po 20 min jazdy. Uważam, że egzamin na prawo jazdy jest zbyt prosty, ludzi nie uczy się jak jeździć tylko jak się przemieszczać. 50% kierowców w ogóle nie powinna nigdy zobaczyć prawka na oczy, myślę że jak ktoś zdaje więcej niż 5 razy to już nie powinien dalej próbować, nie nadaje się do jazdy autem i tyle.

    • W zupełności zgadzam się z tą opinią. Powinien być limit podejść do egzaminu, np. 3 razy do teorii i 3 razy do praktyki. Nie zdasz, nie nadajesz się. Może spróbować za kilka lat.

  23. Dziwne że zdałaś skoro Ci auto zgasło. Ja zdawałem na „starych zasadach”, w WORDzie wisiała taka fajna lista rzeczy, za które natychmiast się oblewa i gaśnięcie silnika do nich należało, tak samo jak wymuszanie pierwszeństwa. Mimo wszystko irytuje mnie demonizowanie egzaminatorów. Oczywiście, że zdarza im się przegiąć, ale nigdy nie oblewają bez powodu. Ten drugi egzamin opisałaś tak, jakby nagle na wysokości zakrętu kazał Ci skręcić, a na pewno tak nie było i był czas na zmianę pasa. Nie bardzo rozumiem czemu oblałaś, zatrzymałaś się na środku drogi? Dobrze powiedział, że gdybyś pojechała prosto to pewnie byś zdała, bo podstawą jest zachować spokój na drodze i nie robić niebezpiecznych ruchów za wszelką cenę.
    „Zastanawiam się tylko, czy to utrudnianie i stresowanie kursantów ma cokolwiek na celu? ”
    Nie ma żadnego stresowania kursantów – egzamin z natury jest stresujący, szczególnie dla osób o słabych nerwach. Jeśli już z góry byłaś zestresowana to nic dziwnego, że każde słowo Cię drażniło. Ani ja ani żaden z moich znajomych nigdy nie narzekaliśmy na to, że egzaminator specjalnie próbował stresować kursanta, bo takie coś nie ma miejsca. To już kwestia naszego indywidualnego podejścia do egzaminu.

    • ale to, że auto gaśnie, nie skreśla egzaminu! jeśli jesteś w stanie opanować sie i od razu odpalić to nic w tym dziwnego, że się zdaje! przecież zdarza się to nawet doświadczonym kierowcom.

        • czyli powinnam się cieszyć, że trafiłam na uprzejmego pana egzaminatora? no ,no no :) bo powiedział mi już na placu, że owszem zgasł, ale że nie spanikowałam i zapaliłam, to jest ok. Więc swój limit gaśnięcia wyczerpałam, następny za 5-10 lat :) dobrze wiedzieć :)

  24. niestety praktykę już tyle razy oblałam, że nie mam już ani siły ani pieniędzy na następny próby. Zasady zdawania na prawko są chore, te egzaminy wcale nie pokazują, czy ktoś się nadaje na kierowcę czy nie.. takie moje zdanie

  25. Podobno znowu będą zmieniać zasady zdawania prawa jazdy – tak?
    Ciekawe na co tym razem wpadną ?
    ja jednak uważam, że teorii jest zbyt dużo i to to teorii idiotycznej, testy sa ogłupiające, a egzaminy ? na to to już słów brak…a przy tym jest za mało zdrowych umiejętności i zdrowego podejścia..
    A może by tak więcej jazdy, więcej nadzoru, więcej drogowego obycia?
    Niech taki młody człowiek, przez rok czy dwa, pojeżdzi tylko w towarzystwie osoby posiadającej prawo jazdy od wielu lat? Niech okrzepnie w tym co umie, niech nauczy się też rozwagi i rozsądku i normalnej jazdy. W Kanadzie tak właśnie uczą się jeżdzić i tak uczyła jeździć swoje dzieci mieszkająca tam moja znajoma.

    • i to byłby najlepszy pomysł! jak zdałam prawko to i tak jeździłam tylko z rodzicami lub chłopakiem, z braku doświadczenia nie umiem się odpowiednio zachować w różnych sytacjach

    • Nie wyobrażam sobie kierowcy, który nie potrafi „jeździć” teoretycznie, tzn. nie zna przepisów, nie wie jak zachować się w konkretnych sytuacjach… Tego przede wszystkim dotyczą pytania egzaminacyjne (wiem, zdawałam nowe testy). Jeżeli ktoś nie potrafi opanować teorii, a nie jest jej dużo (w porównaniu np. z niektórymi egzaminami na studiach!) to jak kogoś takiego można wpuścić na ulice? Przecież nagle nie dowie się co ma robić. Chyba, że metodą prób o błędów – o rozbiłem samochód, chyba powinienem tu zwolnić… Paranoja!

  26. Witam czytałem opis i powiem szczerze ze ja zdałem za 6 razem (2 razy teoria) i (4 razy jazda) i powiem ze myślałem ze jak jak trzepnę tych egzaminatorów to zobaczą gwiazdy na niebie ale się powstrzymywałam się za każdym razem ale jestem szczęśliwy że zdałem i mam już te prawko upragnione i tak jak piszesz życie wszystko z weryfikuje zobaczymy jak to dalej będzie pozdrawiam ciepło :P:D

  27. w grudniu skończyłam 18 lat i już w grudniu miałam pierwszy egzamin teoretyczny. Oczywiście niezdany! A dlaczego? Byłam bardzo zaskoczona, bo trafiłam na pytania, które wydawały mi się banalnie proste. Zaznaczałam takie samo odpowiedzi, jakie miałam na płycie, z której się uczyłam. Ale okazało się, że plyta się myliła i były to błędne odpowiedzi. Byłam wściekła. Drugi egzamin zdałam, bo… miałam farta :D 69 punktów :)) Gorzej było z praktycznym, pierwsze pytanie egzaminatora: który to pani egzamin? jak usłyszał, ze pierwszy to się tylko uśmiechnął pod nosem. w samochodzie prawie nie działała skrzynia biegów, nawet on się z nią męczył. Z tego powodu ruszyłam z trójki i mi zgasł, no to ruszyłam znowu, też z trojki ;) ale dojechałam do miejsca zaatrzymania na łuku, nie najechałam na żadną linie, byłam z siebie taka dumna, ale usłyszałam, ze coś do mnie krzyczy i biegnie. Kazał mi wysiąść z auta i zobaczyć jak blisko linii stoję, że to niby za blisko i że dziękuje, niezdany. I ja, głupia i wielce przestraszona poszłam sobie stamtąd. Jak mój instruktor o tym usłyszał to chciał iść się kłócić, mówił, że nie wolno po prostu na linię najechać a nieważne jak blisko niej się stoi, tylko ze ja bylam zbyt spękana zeby znowu podejsc. Kolejny egzamin byl tydzien pozniej. Jak się okazało, wszyscy egzaminatorzy sie rozchorowali, w WORDzie zostalo dwoch, ten co mnie egzaminowal i jakis, co wrocil dopiero z urlopu. moj instruktor liczyl na to ze bede miala z tym drugim egzamin, mowil ze na pewno go zdam, bo jezdze dobrze a to sympatyczny czlowiek. ale jak mnie wywolali to przy samochodzie moim stal wlasnie ten sam co poprzednio! Ja juz przerazona, mamie napisalam ze nie zdam, a tu sie okazalo ze on auta pomylil i mialam z tym fajnym. Nawet pomagal mi biegi zmieniac w samochodzie, pomagal wycofac, we wszystkim pomagal. czulam sie jak przy instruktorze a nie egzaminatorze, zero stresu, sama przyjemność z jazdy. i choc popelnilam kilka bledow, stwierdzil ze to normalne i naucze sie dopiero pozniej pamietac o wszystkim, ze zyczy powodzenia i ze zdalam :))) tak więc tym sposobem od 24 stycznia jestem kierowcą :D :D

  28. Ja zdawałam na starych zasadach z 1,5 roku temu, to były ostatnie terminy na stary. Cóż miałam świetnych instruktorów, nie tylko dali mi rady jak zdać, ale jak wszystko wygląda w rzeczywistości i szczerze bez żadnych obaw wsiadłam od razu do auta. Do samego egzaminu – teoria jak większość nauczyłam się pytań na pamięć, praktyka – zdane za pierwszym razem, choć widziałam jak ten sam egzaminator wcześniej oblał dwie osoby, jedna nawet z placu nie wyjechała. Ja jak się denerwuje to się śmieje, więc do egzaminu przystąpiłam z głupim uśmiechem. Egzaminator na koniec powiedział co miałam źle i na co mam uważać w przyszłości. Nie wtrącał się jak jeżdżę, żadnych komentarzy tylko mówił gdzie, więc moje wrażenie z zdawania prawka bardzo pozytywne. Może to też przyczyniło się do tego, że teraz uwielbiam jeździć :):)

  29. Zdałam za pierwszym razem, miałam kurs w ramach pewnego projektu. Płacili do 3 egzaminów, więc uznałam, że zacznę się stresować dopiero wtedy, kiedy po trzecim razie nie zdam. Miałam błędy, instruktor burkliwy, ale jeździłam fajnie i dynamicznie i się udało:)

    Natomiast ostatnio robiłam testy z moim bratem i co z tego wynika?
    Mnie 4 lata temu uczono „Zawsze, ale to ZAWSZE kieruj się zasadą ograniczonego zaufania. Nigdy nie wiesz kto siedzi za kółkiem, może pijany, może hamulce zepsute. Nie ryzykuj swoim życiem”.
    Po odpowiedzeniu na wszystkie pytania – 4 błędy. Sprawdzam..dziwne..

    Jedno pytanie brzmiało: czy zawsze obowiązuje Cię zasada ograniczonego zaufania. Odpowiedź wg. klucza: NIE (!) ponieważ masz prawo zakładać, że inni uczestnicy ruchu drogowego dostosują się do przepisów. Ręce opadają.. Tak się krzewi w młodych ludziach ostrożność!?

  30. Ja zdałam za pierwszym razem w grudniu 2010 roku, ale był to najgorzej zdany przeze mnie egzamin w życiu, a zdawałam ich już wiele. Przynajmniej praktyczny, bo w teoretycznym 0 błędów. Ale z drugiej strony, jeżeli pisanie o brona prac dyplomowych to też egzaminy na swój sposób praktyczne, to prawko był dopiero trzecim tego typu egzaminem z wykazaniem się w praktyce.
    Mi pomogło myślenie, że egzaminator musi sprawdzić moją odporność na stres, w końcu mogę kiedyś jechać z upierdliwą „teściową”, która może wszystko wiedzieć lepiej, z dwójką kłócących się z tyłu przyjaciół, z których każdy może oczekiwać, że zajmę stanowisko w ich kłótni i ot natychmiast, po stronie któregoś z nich itd.
    Kiedy wróciliśmy na plac, byłam pewna, ze nie zdałam! dopiero jak wysiedliśmy z auta, egzaminator, już z uśmiechem powiedział, że zdałam. Pięć razy spytałam go, czy jest tego pewien :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>