Straszą mną dzieci

No i stało się….sorry, taki mamy klimat…..jestem u siebie na wsi, sprzątamy dom kultury, szorowanie podłóg, zamiatanie przed budynkiem, przesadzanie fikusa, bo mi oblatuje, huk roboty. Przed budynkiem kręci się teściowa mojej znajomej z pracy z wnuczkami- 3 letnimi bliźniaczkami. Dziewczynki jak ogień i woda- jedna szaleje na rowerku, druga buszuje po trawniku, babcia nie wie, koło której biegać, więc odpuszcza i stoi, bacznie obserwując, co wnusie wyprawiają.

Pełna dobrej woli, bo znam małe i lubię je bardzo, podchodzę do drzwi wyjściowych i słyszę tekst babci: „Nie biegaj”, „Nie jeździj tu rowerem”. Nie skutkowało najwyraźniej, bo babcia wyciągnęła asa z rękawa i pojechała dzieciom „Bo tu jest pani w budynku, to was zaraz okrzyczy albo zabierze”. Ta pani w budynku to ja….szczere chęci wyjścia do nich poszły się paść, bo po co mam dzieci straszyć?

Chyba naprawdę zaczynam kiepsko wyglądać, skoro już się mną dzieci straszy……

Mężczyzna u kosmetyczki :)

Wybrałam się wczoraj do mojej pani fryzjerki. Grzywka zaczęła mi już włazić do oczu a jest to dla mnie sygnał, że powoli tracę widoczność, więc trzeba było działać. Przy okazji moja pani Jola wyregulowała mi brwi, bo powoli czułam się jak skrzyżowanie Breżniewa z Wielkim Ptakiem.

Wchodzę więc do salonu fryzjerskiego, gęba uśmiechnięta…i stanęłam jak wryta, bo oto na fotelu przy stole u pani kosmetyczki siedział sobie mężczyzna !!!! Młody chłopak, znam z widzenia, więc zastopowało mnie, bo takie zjawisko na oczy pierwszy raz widziałam. Mimo za długiej grzywy widziałam co widziałam :D Pani kosmetyczka robiła panu manikiury, znaczy się usuwała skórki i wygładzała paznokcie  a ten się błogo uśmiechał i komentował jak mu teraz będzie w tych pazurkach pięknie :) Stałam chwilkę jak to cielątko, ale się zreflektowałam, no bo niby co w tym dziwnego, że facet dba o siebie i przychodzi  zrobić sobie manikura profesjonalnie?  W końcu to chyba lepiej ,że ma świadomość, że warto wyglądać na zadbanego człowieka z pięknymi dłońmi? Przy okazji- moje dłonie już tak piękne nie są, ale co tam, jeszcze wytrzymam, w końcu nikt nie musi patrzeć :D

W ogóle chciałam być mądra i poczytałam co nieco w Internecie, że teraz to widok faceta w salonie kosmetycznym już nikogo nie dziwi, mało tego, w Krakowie powstał nawet specjalny salon, przeznaczony jedynie dla panów. I panowie doceniają, że mogą przyjść na zabiegi kosmetyczne, pilingi i insze podobne.

Są tacy, co uważają, że do kosmetyczki chodzą tylko „cioty” , znaczy się geje. Zawsze mnie bawił ten skrót myślowy, ale komentować mi się nie chce, bo i po co. Jeśli mężczyzna jest zadbany, pachnący to nie oznacza, że lubi facetów :) Może się przecież upiększać dla swojej kobiety, coby jej nie było wstyd za niego.

Myślę, że nie ma nic złego w tym, że faceci dbają o siebie, w końcu „facet” nie oznacza, że ma być zarośnięty jak dziki, „pachnieć” samą naturą, mieć brudne pazury a kąpać się od Święta. Jak w każdym przypadku ważny jest natomiast umiar i dobry smak. Ważne, żeby z tymi zabiegami nie przesadzać, najgorzej, gdy facet dba o siebie bardziej niż jego kobieta :) Trzymam kciuki za wszystkich dbających o siebie panów :)

Przeżyć żałobę po swojemu

Niedawno, bo jakieś dwa miesiące temu, zmarła nasza sąsiadka, kobieta, której zawsze wszędzie było pełno, babeczka o twardym charakterze. Został mąż, kot i pies. Mąż, starszy od niej o 10 lat, przeżył śmierć żony bardzo, bo nie mieli dzieci a on sam ze zwierzakami w wielkiej chałupie. Po śmierci żony wypłakiwał się kiedyś mojej mamie, żaląc się, że jest mu źle, ciężko, że bez niej sobie nie radzi, że kot za nią miauczy, pies jej szuka po kątach….Faceta bardzo lubię, od zawsze go lubiłam a teraz tym bardziej wzbudza jak najcieplejsze uczucia. No ale nie wszyscy tak go odbierają. Nie dalej jak w sobotę spotkałam go w naszym markecie, on stał przede mną przy kasie, za mną jakieś kobiety. Facet zapłacił, pogawędził z panią kasjerką i podreptał do domu. A kobitki zawrzały. Zawrzały przenajświętszym oburzeniem, że nie dość, że wdowiec się w sklepie uśmiecha i dyskutuje z kobietą, to jeszcze nie ubrany jest w żałobne kolory, czyli obowiązkowa czerń od stóp do głów.

Odwróciłam się, bom nie wytrzymała i pytam, czy gdyby był ubrany w wór pokutny i łzy wylewał na ich ramieniu, to dałyby mu spokój i uznały, że odpowiednio przeżywa żałobę po żonie? Baby zatkało, ale do rozmowy wtrącił się facet stojący za nimi, mówiąc, że każdy ma prawo do przeżywania straty po swojemu i nikomu nic do tego.

Niewiarygodne jak nam się łatwo ocenia ludzi. Jak łatwo się wydaje wyroki, bezprawnie pakując się z buciorami w czyjeś życie i czyjeś dramaty. To, że ktoś nie płacze publicznie, nie znaczy, że nie płacze wewnątrz, że nie rozpacza, ale chce to być może robić w zaciszu domu albo przy osobach, którym ufa. To, że po śmierci bliskich nie przywdziewa czarnych ubrań, nie oznacza, że tej żałoby nie przeżywa, choć dla ludzi czerń jest symbolem rozpaczy i żałoby właśnie. To nie jest takie proste jak się większości wydaje. Można pół sklepu z czarnymi ciuchami wykupić, nosić je do końca życia, zawodzić i jęczeć przed ludźmi a żałoby nie przeżywać ani trochę….

dj_tulips_small

Słowo na niedzielę ….

Myśl na dziś : nikt nie potrafi tak skutecznie mi dokopać jak moja własna mamusia. Nikt mnie tak nie dobija jak ona. Dokładnie wie, jakie są moje czułe punkty, w które kopie z prawdziwą przyjemnością. Od samego rana słyszę, że nic nie robię w domu, że mnie ciągle nie ma, ona ma dość, musi się ciągle za mnie wstydzić, bo ludzie pytają, czemu ja nadal bez męża i dzieci. Bo jej znajomi się interesują, dlaczego nie jest babcią, bo ja jestem ta najgorsza, nic nie potrafię, zużywam w domu prąd i wodę, wszystko mam podstawione pod nos, obiadki nie obiadki a wdzięczności zero…..

Moja mamusia ma to do siebie, że gdy nie ma siostry w domu, to nadaje do mnie na nią a gdy nie ma mnie, to do siostry nadaje na mnie….głowę mam od rana kwadratową, bo dzisiaj uwzięła się na mnie i odpuścić nie chce aż jej  w końcu huknęłam od serca i teraz jedynie mamrocze pod nosem, ale tak, żebym na pewno wszystko słyszała. Gdyby mnie było stać na wynajęcie mieszkania i opłacenie go, dawno bym się wyniosła. Może więc najwyższa pora poszukać nowej pracy, takiej, w której zarobię choć tyle, żeby móc cokolwiek odłożyć na własne utrzymanie? Chyba przyszła pora na to, bo albo zejdę w domu na zawał, albo wyląduję w szpitalu psychiatrycznym…..

Póki co kończę kawę, karmię ekipę kocią, biorę samochód i jadę w siną dal, żeby odetchnąć od niej z daleka……może Lubego zgarnę po drodze…..do wieczora muszę się zresetować…..

Być ze sobą dla dobra dzieci?

Wspólne wyjazdy sprzyjają wymianie zdań i informacji na temat znajomych. Dowiedziałam się więc, że w małżeństwie naszych wspólnych znajomych dzieje się źle. Od razu mówię, że nie mam tu zamiaru nikogo oceniać, bo nie mam do tego ani chęci, ani prawa, bo się nie znam, ale będę wdzięczna za opinie.

Renia i Paweł są małżeństwem z kilkunastoletnim stażem, mają trójkę dzieci, najstarsze kończy gimnazjum, najmłodsze chodzi do przedszkola. Renia ma salon kosmetyczny, Paweł pracuje, nieźle zarabia. Od jakiegoś czasu Renia ma faceta na boku, spotyka się z nim regularnie, znudzona mężem, który nie ma dla niej czasu i który wieczory spędza przed telewizorem a ona potrzebuje zrozumienia, rozmowy, miłości, seksu. Paweł wie, że ona go zdradza, ale nie ma nic przeciwko, bo jak sam się zwierzał Mojemu Lubemu, obydwoje są już sobą naprawdę znudzeni i nic ich nie łączy, od dawna ze sobą nie sypiają, więc niech ona coś jeszcze z życia ma. Na pytanie, po co to dalej ciągną, odpowiadają- „bo mamy dzieci”.

No i teraz tak- czy warto się męczyć ze sobą ze względu na dobro dzieci? Skoro ona go zdradza, on jej nie kocha, to nie wierzę, że w domu panuje normalna atmosfera, prawidłowa dla wychowania dzieci.Skoro on wie o jej drugim życiu, to nie wierzę, że w domu nagle o tym zapomina i tak sobie żyją z dnia na dzień. Moim zdaniem dzieci muszą wyczuwać, że w domu jest coś nie tak, zwłaszcza najstarsza córka. Czy nie jest tak, że tym układem krzywdzą swoje dzieci i siebie nawzajem? Przecież zdrada zawsze boli, nieważne, po ilu wspólnych latach to następuje, boli tak samo…..

Ale Mój Luby z kolei mnie zastrzelił, mówiąc, że dla tych młodszych dzieci nie jest specjalnie ważna atmosfera i nastrój rodziców, małe dzieci po prostu chcą mieć mamę i tatę przy sobie. I tu właśnie moje wątpliwości, bo dzieci są szczęśliwe, gdy ich rodzice są szczęśliwi, gdy widzą, że rodzice się kochają, że jest im dobrze ze sobą, gdy zapewniają poczucie bezpieczeństwa. A w kłamstwie nie da się żyć normalnie…..Chyba…..

A co wy o tym sądzicie?

A co na to Twoja żona?

Taka sytuacja z wczoraj:

Pojechaliśmy sobie z Moim Lubym na spontaniczny pobyt w niedalekim spa ( w końcu!!!), wiedząc, że w najbliższym czasie będziemy mieć dla siebie mało czasu. Wieczorem poleźliśmy sobie do restauracji na kolację, siedzimy, wchodzi parka- ona w czarno- białej panterce, on w garniaku, jacyś mało komunikatywni, kelnerowi od razu burknęli, że oni tylko się napiją, no ale co tu można spożyć i o jakim smaku te napoje.

My zjedliśmy swoje, humory dopisywały, poszliśmy jeszcze na spacerek, wracamy a akurat tamta dwójka stała pod hotelem i palili.

Ona: a co na to Twoja żona? Że jesteś tu ze mną?

On: Nic, przecież myśli, że jestem w Krakowie na konferencji…..

Życiowe, cholera jasna…………….biedna ta jego żona

„A mój tata ma majtki w serduska” – dziecko prawdę Ci powie

Chciałam wczoraj być ambitna…..po lenistwie świątecznym wszelakie koncepcje zajęć plastycznych dla dzieci legły w gruzach, więc od rana intensywnie rozmyślałam, co by tu z nimi robić. Pomysł spłynął jak grom z jasnego nieba, skoro w niedzielę kanonizacja Jana Pawła II, to niech się dzieciaki wykażą i Papieża narysują. Wpakowałam do samochodu wszystkie dostępne w chałupie obrazki z JP II, od razu czując się lepiej, że jedzie ze mną….bezpieczniej jakoś :)

Dzieci przyszły na zajęcia, podbiega do mnie mała Natalka, szczerbata, za to z wielkimi brązowymi oczyskami i mówi mi tak:

- Prosę paniiiiii a mój tata to wcoraj oglądał telewizję w samych majtkach…..w serduska…..

Moja wyobraźnia niestety zadziałała, tatę Natalki znam, bo zazwyczaj odbiera ją po zajęciach. Moja koncepcja zajęć o charakterze wzniosłym i uduchowionym poszła się paść daleko, daleko…….trzeba było zachować resztki powagi, choć ciężko było nie ryknąć śmiechem, ale……jak na złość tata Natalki jak zawsze przyjechał po nią po zajęciach. Muszę mówić, że ciężko się było powstrzymać, żeby nie parsknąć mu śmiechem prosto w twarz? Jak to bardzo trzeba uważać, co się robi przy dziecku i co się przy nim mówi.

Mój 3-letni chrześniak był świadkiem, jak tata klepie mamusię po tyłku, ot tak, dla frajdy tatusia. Któregoś dnia dziecko pojechało do babci a do babci przyszła pani masażystka, bo babcię coś strzyknęło w kręgosłupie. No i babcia na kozetce leży, pani się nachyla nad nią a Młody chlast! Panią masażystkę po tyłeczku :) Nie wiem, jak to się dzieje, ale gdy jestem u przyjaciółki i Młodego i siedzimy przy kawie, gadamy o głupotach, to Młody zawsze wychwyci, gdy którejś z nas wyrwie się słowo, którego słyszeć nie powinien. No i potem powtarza jak małpiszon :) I potem będzie, że matka i jego matka chrzestna dziecko na złe drogi sprowadzają :D

dziecko

Słowo o Gapiach- jak żerować na ludzkim nieszczęściu

W Wielką Sobotę moja mama miała dyżur, jest pielęgniarką na pogotowiu. Dostali wezwanie do wypadku samochodowego, dwa auta, zderzenie czołowe, 9 rannych. Zaczął się ruch, ekipy ratownicze dojechały na miejsce zdarzenia i co? Ludzi dookoła tylu, że ledwo raczyli karetkę przepuścić a karetka na sygnale jechała….Ratownicy, lekarze, wszyscy wzięli się za pomoc poszkodowanym, ale gapiów to nie odstraszyło ani na moment. Wszyscy stali i komentowali, kto to i z kim jechał a co ekipy robią….Nie było różnicy, czy młodzi czy starzy, czy dzieci czy dorośli, lud stał i się gapił na ludzką tragedię i nieszczęście. Nie pomogło zwrócenie uwagi przez lekarza, „Może byście państwo się odsunęli a nie utrudniali nam pracy”. Tłum został powstrzymany dopiero przez policjantów, ale im też nie było łatwo tego dokonać. Ku niezadowoleniu gapiów nie było ofiar śmiertelnych, więc odpadła „atrakcja” w postaci czarnego worka na drodze….

Kilkanaście lat temu na mojej ulicy samochód śmiertelnie potrącił kolegę z klasy. Jego zrozpaczona mama mdlała a tłum się gapił…..gapił się spragniony, co ona jeszcze zrobi, będzie płakać a może jeszcze jakąś żałośliwą scenę odstawi?

Gapie są zawsze w okolicach kościołów, gdy odprowadza się zmarłego na cmentarz. Zauważyliście te pogonie na cmentarzu? Niektórzy są w stanie nawet wyprzedzić niosących trumnę, byle tylko zająć dobre miejsce do gapienia się. Byłam świadkiem szaleńczego biegu po grobach (!) przez kobitki, które ostatecznie dobrego miejsca nie zajęły i po pogrzebie dyskutowały, kto z rodziny nad trumną płakał a kto nie i dlaczego.  Ciekawe, co im było do tego, to, że ktoś płacze a inny nie robi tego, to jest jego prywatna sprawa, żałobę się przeżywa po swojemu….

Może ostro to wszystko zabrzmiało, ale niech mi ktoś wytłumaczy, na czym polega fenomen gapiów? Co fascynującego jest w tym, że można sobie popatrzeć jak komuś się dzieje krzywda? Co gorsza, utrudniać pracę ekipom ratunkowym , stać i bezczelnie się gapić…Chcesz sobie popatrzeć na krew, idź do kina, chcesz pooglądać ludzkie tragedie- poczytaj książkę, obejrzyj melodramat, nie bądź ciekawy aż do bólu. Gdzieś chyba ginie to nasze człowieczeństwo, wyzwalają się jakieś pierwotne instynkty, niektórzy są spragnieni widoku cierpienia, krzywdy ludzkiej. To jedna z rzeczy, której nie jestem w stanie pojąć. Jeśli jest ci w życiu dobrze, ciesz się, jeśli widzisz ludzką tragedię, pomódl się za tych ludzi, nie bądź wścibski, ciekawy, bo możesz tym zranić rodziny, ofiary….Są chwile, w których gapiostwo jest po prostu nie na miejscu.

ks. Jan Twardowski, Wielkanocny pacierz

 

Nie umiem być srebrnym aniołem -
ni gorejącym krzakiem -
tyle zmartwychwstań już przeszło -
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami -
tyle już Alleluja -
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy -
jak na koślawej fujarce -
żeby choć papież spojrzał
na mnie – przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski -
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy -
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku -
sumienia wywróci podszewkę -
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę