Nie mam się w co ubrać- odwieczne dylematy przy szafie

Zaspałam dzisiaj do pracy, przyznaję się bez bicia. Bogu dzięki, że nie mam znowu tak bardzo daleko, ale i tak stres ogromny, wszystko w biegu, koty patrzyły jak ogłupiałe, bo się miotałam po pokoju bez ładu i składu. No i nadeszło magiczne pytanie: w co się ubrać? Choćbym nie wiem, ile razy sobie obiecywała, że wieczór wcześniej wszystko przygotuję, to i tak nic z tego nie wychodzi a w takich sytuacjach byłoby to dla mnie zbawienne.

W każdym razie mam teraz chwilę na refleksję w temacie ubraniowym. Nie wiem , jak to się dzieje, ale mimo tego, że w szafie mam pełno ubrań, gdy przyjdzie się w cokolwiek ubrać, zawsze, ale to zawsze jest problem, co i z czym i co do czego. Pomijam fakt, że z otwartej szafy zazwyczaj korzystają moje koty, nie wiem, może szukają drogi do Narni? :) Uwielbiam zakupy, w szoku był kiedyś mój przyjaciel, prawie brat, który się ze mną na te zakupy wybrał. Bo ja zazwyczaj wiem, czego szukam i wiem, jakie rozmiary mnie interesują. Nie snuję się jak duch po sklepie z męczeńskim wyrazem twarzy:nie wiem, no nie wiem, może to a może tamto? Mam swoje ulubione sklepy, w których kupuję, więc bez celu raczej się nie szlajam, no chyba, że robimy sobie z przyjaciółką babski całodzienny wypad w celu snucia się i obserwacji, co w wielkim świecie się dzieje.

W każdym razie uczciwie się przyznaję, że naprawdę w szafie ubrań nie brakuje, a i tak zawsze i przed każdym niemal wyjściem mam w głowie miliony koncepcji, w co się ubrać. Otwieram drzwi i zastygam jak bocian na polu. Po minucie wyciągam z szafy któregoś kota, zamykam drzwi i zazwyczaj wtedy pada to magiczne stwierdzenie „nie mam się w co ubrać, buuuuu”. Tu mała dygresja, choć w sumie w temacie. Mój Luby wziął mnie wczoraj na koncert, on tam był wcześniej, bo zajmował się światłem na scenie, więc dzwoni do mnie i mówi, że zgarnie mnie jego kumpel, więc ja pytam, o której godzinie mam być gotowa? Więc on; no koło 16 zdaje się, ale wiesz, w sumie znając Ciebie, to jest 13, może zacznij się zbierać, to akurat na 16 zdążysz :) więc ja, udając oburzoną: ale jak to? on: no wiesz, bo wy tak macie, ja wrzucam na siebie byle co i jest dobrze :) Dodam tylko, że nie do konca to prawda- on ma kilka koszul, spodni a we wszystkim wygląda świetnie, dziad jeden. Nie wiem, z czego się to bierze, ale cóż, może to taka nasza kobieca domena? A może to kwestia nieumiejętnego ubierania się? Nieeee, raczej nie….chyba po prostu lubimy sobie czasami pomarudzić tudzież czekamy aż ktoś rzuci inne magiczne zdanie: skoro nie masz się w co ubrać, to jedziemy na zakupy :D

My kobiety mamy przerąbane.

19 myśli nt. „Nie mam się w co ubrać- odwieczne dylematy przy szafie

  1. Myślę, że jednak gubi nas nadmiar. Gdyby w szafie było 5 rzeczy, ubierałybyśmy się błyskawicznie. Ja mam taki patent, że sprawdzam w niedzielę tygodniową prognozę i przygotowuję ciuchy na tydzień. Prasuję, wieszam i ubieram rano. Mnie pomaga.

  2. Mam dokładnie ten sam problem. Szafy się nie domykają, staram się od pewnego czasu kupować rzeczy w jednym stylu(co nie znaczy, że takie same) żeby można było je łatwiej łączyć i dalej nic ;p A może to zasada Pareto(m.in.: przez 80% czasu chodzimy w 20% swoich ubrań)? Pisałam o niej dzisiaj u mnie na blogu, zapraszam ;)

  3. skąd ja to znam :) Dokładnie tak samo mam. Nie mam w co się ubrać, nigdy. A szafę mam już dobrze zaopatrzoną. Ale kiedy mam gdzieś wyjść na większe wyjście to za każdym razem przeżywam… ;D Mój Luby wtedy wjeżdża do mojej szafy, wyciąga dwie bluzki pyta która i daje mi pięć minut :P hehe to zwykle działa ;D

    • powiem Ci, że to dobry pomysł :) chyba wypróbuję przy najbliższej okazji……jak oni to robią, że dla nich to jest takie nieskomplikowane? :D

  4. Kurczę dziś dopiero trafiłam na Twojego bloga.. i to sama! Dlaczego nigdy nie zostawiłaś swojego adresu? :D Przecież już prędzej bym tu była :D No, ale lepiej późno niż wcale.
    A co do wpisu, to ja mam tak samo.. niby tych ubrań tyle w szafie, ale jak przyjdzie co do czego, to pojawia się problem ;]
    Pozdrawiam.

  5. Ja dla odmiany zawsze przygotowuję sobie wcześniej to, co chciałabym założyc…nie wiem tylko po co, bo i tak wychodzę w czyms innym…w dodatku wkurzona, bo i tak nie leży to na mnie jak bym chciała…:)
    Taka nasza kobieca natura :)

    • a najgorsze, że kupisz coś w sklepie i takie się wspaniałe wydaje a potem wracasz do domu, ubierasz, gdy w końcu znajdziesz okazję i d……życie :D

  6. Jak dobrze, że mój owczarek kaukaski nie mieści się w szafie! :D (niezmiennie jest we mnie pragnienie posiadania kota, kiedyś owego miałam – wychowywał się z psem…zginął niestety bo kocia natura pozbawiona jest pokory a do tego instynktu samozachowawczego na jezdni…). Co do ubrań…jejuuuuu! Moja szafa pęka w szwach a ja ciągle sięgam po kilka stałych zestawów i tylko czasem mnie natchnie, żeby pokombinować! Lenistwo do niezwłocznego zwalczenia! I psttt…ostatnio jakoś mi się koszule…zbiegły! Wszystkie…bezczelność to jest wielka bo teraz ja muszę się „zbiec” do koszul! ;) Pozdrawiam;)

    • jeśli chodzi o kota, to polecam się w kwestii podszkolenia, co i jak :D a jeśli chodzi o ubrania, to…..psssst w środę planujemy mały „szoping” z siostrą…..tylko ciiiiiiicho

  7. no chyba każda z nas to przerobiła. Ja szukam też własnego stylu, ostatnio zaczytuję się w blogu Garance Dore, bardzo ją lubię i cenię i bardzo się cieszę, że wydała książkę. Jestem ciekawa, co będzie można znaleźć w Love styl life.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>